Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Król Madras, Aśwapati,
nie miał-ci synów, ni córek,
więc co poranku klękał przed Sawitri
w południe także i wieczór,
i błagał wszechmożne bóstwo,
iżby nie dało mu skonać
bezdzietnie.

Długi tak klękał czas.

Lecz pewnej chwili wiosennej
pani z oczami głębin,
w których goreje niezgłębiona łaska
wieczności,
w ogniach stanęła ofiarnych
siwego starca
i, rękę na siwą położywszy skroń,
rzekła mu: »Idź!
Spełniona będzie twa prośba«.

I Aśwapati, król bajecznej ziemi,
(o której ponoć nie słyszała żadna
z czcigodnych naszych białogłów),
poszedł po czarę złocistą,
słodkiej się napił somy
i, uradowan świętem zwiastowaniem,
jął śpiewać sloki dziękczynne,