Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tych niezmierzonych
I niezgłębionych,
Zda się ulatać na skrzydłach śrebrzonych,
Złącz z mą źrenicą wierną!
Serca twojego rozegrane tętna
Niechaj się źdźwięczą z mojemi!
Bo tylko w jedną istotę zlani,
Bez piętna
Dwóch obok siebie kroczących atomów
Po biednej ziemi,
Lecz przemienieni
Drzemiącą wokół niezbadaną mocą
W jeden nieziemski byt —
Ogarniem czar tych ogromów
I przenikniemy ich treść.
W tej bezgranicznej przestrzeni
To nie przy szczycie szczyt,
To nie ramiona złomów
Białe migocą —
To jakieś wielkie morze się bałwani!
O! tam się duchem nieść!...
Patrz! jak się pieni,
Jak mgłą do góry się miecie!
Jak jego fale się złocą
Od tych promieni,
Co się ślizgają po tych wałów grzbiecie!...
Z tej falującej otchłani,
Co się w tysiączne barwy rozpieniła,
Jakaś tajemna przyzywa nas siła:
W jednego ducha zlani,
Płyńmy już, płyńmy falami!
Ale nie sami! nie sami!
Niech świat popłynie z nami
Z wszystkiem, co żyje, związani,
Zbratani,
Popłyńmy, popłyńmy ninie
Po tej rozkoszy głębinie,