Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


III.

Czarny, odwieczny las
Zakrył nam blasków zdrój
Ach i osłonił nam duszę
Jakąś ponurą, tajemniczą grozą.
Od razu przygniótł nas —
Cały ten ogrom swój
Milczenia i mroczy
Zwalił na pierś nam i oczy.
Przestąpiliśmy jego próg —
Weszliśmy w jego głuszę,
Ja z moją mimozą
I z oną drugą towarzyszką wierną
Tych naszych dróg,
Z taką pokorą bezmierną,
Z jaką pobożny człek
Wchodzi pomiędzy strzeliste filary
Okrytej mrokami
Świątyni starej,
W której podziemiach, naodzianych pleśnią,
Złożył niejeden wiek
Swoje kapłany i swoich rycerzy.
Wytężyliśmy tylko słuch,
Azaż nad nami
Z tych pospinanych łukami,
Sklepisk gotyckich naraz nie uderzy
Swą przejmującą, niepojętą pieśnią