Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I.
Był pewien człowiek, co, »jak Dant za życia« —
W dniach swej młodości — przeszedł przez palące
»Katusze piekła«. Ze swego ukrycia,
Gdzie nigdy złote nie zajrzało słońce,
Jakowyś demon pędził do rozbicia
Łódź jego duszy poprzez fale wrzące
Namiętnych szałów i dążeń, niezwykłych
Dla jestestw słabych i, jak atom, nikłych.

II.
Podniosłe cele, co, jak gwiazdy, płoną
Na horyzoncie ludzkich usiłowań
I nieśmiertelnej zasługi koroną
Skronie tych wieńczą, którzy, mimo knowań
Szatańskich, czyste zachowali łono,
Zdolne do rajskich złud i rozkoszowań,
W dziwne w nim duch ów łączył amalgama
Z tem, co jest nizkie i brudne, jak plama.

III.
Pycha i ludzi pogarda i żądze
Zakosztowania trującego płynu,
Gnuśność, co złote zamyka wrzeciądze
Owej świątyni, w której ołtarz czynu
Pnie się gotycki, oto, jak pieniądze
Zdrajcy Judasza, będącego z gminu