Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Obrzucam błotem i serce swe chore
Klnę, że do żadnych nie zdolne uniesień —
Że mi starości rozpaczliwa jesień,
Mimo lat młodych, tkaninę przejasną
Już psuje...

O, wówczas spojrzyj! o wówczas tej łzawej
Każ na mem licu wypocząć źrenicy,
Co mnie z duchowej wyswobadza wrzawy
I w taką szatę spokoju mnie stroi,
Jak gdybym stanął śród złotych podwoi,
Gdzie wieczne biją ze szczęścia gromnicy
Promienie...

O, wówczas spojrzyj, ty pełna prostoty,
Ziemskimi jeszcze nie skażona brudy!
Uśmiechem dziecka, co rzuca obroty
Sztucznych wysileń, połączysz mnie z sobą:
I ożywiony czoło stawię grobom
I z tobą razem przejdę wszystkie grudy
I cienie.



Grafika na koniec utworu.jpg