Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T4.djvu/386

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


IV.

Już przybliżały straszne czarownice       25
Chwast zapalony i suche piołuny,
I moje blade oświeciwszy lice,
Wrzeszcząc, posępne swe śpiewały runny:
Kiedy je trzasły aż trzy błyskawice,
I trzy siarczane ogniste pioruny;       30
I tak strzaskały płomienie czerwone
Żem je nie martwe sądził, lecz zniknione.


V.

Wtenczas to Dusza wystąpiła ze mnie,
I o swe ciało już nie utroskana,
Ale za ciałem płacząca daremnie       35
Cała poddana pod wyroki Pana;
W Styxie, w Letejskiéj wodzie, albo w Niemnie
Gotowa tracić rzeczy ludzkich miana,
Poszła: — a wiedzą tylko Wniebowzięci,
Czém jest moc czucia! a strata pamięci!       40


VI.

Tam, kędy dusze jasne jak brylanty
Swe dobrowolne czyniły wybory,
Moc utrudzona biegiem Atalanty
Szukała tylko szczęścia i pokory...
Orfeusz między ptaki muzykanty       45
Szedł umęczony i na sercu chory:
A jam pomyślał: że mu śpiewem będzie
Składać i skrzydła rozszerzać łabędzie.


VII.

Ulises poszedł w prostego oracza,
Aby odpoczął po swych wędrowaniach. —       50
Tak ludziom Pan Bóg zmęczonym wybacza!
I odpoczywać daje w zmartwychwstaniach!
Niech wyniszczony pracą nie rospacza,
Że mu na ogniach braknie i błyskaniach,
Ani też myśli, że jest upominek       55
Dla ducha, większy jaki, nad spoczynek...