Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/309

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DZIEWICA.

A śpiesz się człowieku...

(Wychodzą.)
ŚLAZ.

Pełno teraz po drogach ludzkiego roźcieku,
A śmierć pod swoję kosę głupich ludzi garnie,
A pioruny jéj świecą z nieba jak latarnie.
To zaś mój święty Gwalbert zowie światłem wieku...       20

(Wychodzi ze skrzynią na ramionach.)

SCENA TRZECIA.
Pole walki, noc błyskawicowa.
LECH i SYGOŃ wchodzą.
LECH.

O! mój Sygonie! to walka olbrzymów,
Pioruny przeciw nam; bo tylko słuchaj —
Już przez szeregi napół wyrąbane
Przelatywałem na wskroś — już oczyma
Sięgałem w same krwawe serce wrogów,       5
Już byłem wpadał — tam gdzie pod dębami
Starce, pochodnie, harfy zgromadzone
Pod skrzydłem siedzą błyskawic, jak owce
W burzę pod gruszą tulące się wiankiem:
Jużem miał w rękach króla — kiedy nagle       10
Piorun nad głową moją roztrzaskany
Zabił mi konia.

SYGOŃ.

Panie rzecz straszniejsza!
Spotkałem czarne straszydło dwu głowe —
Spotkałem wodza Wenedów.

LECH.

Czy straszny?