Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/237

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


GWINONA.

Dziwne wyzwanie! słyszeliście wszyscy
Ta mnie dziewczyna wyzywa. — Już miałam
Oddać ci ojca bo ten łachman stary
Stał mi się wcale niepotrzebny: teraz
O niego będą toczyć się turnieje.       205
Gryfie, weź starca, za włos jego siwy
Uwieś na drzewie, niech słońce go pali
I dziobią kruki: dla większéj męczarni,
Niech końcem stopy, ziemi się dotyka.

LILLA.

Gdzie król? ja pójdę do króla ze skargą.       210

GWINONA.

Idź.

ŚWIĘTY GWALBERT.

Klątwa Boga na tym krwawym domie.

(Wychodzą).
CHÓR.
Dwunastu Harfiarzy.

Oczy wydarto staremu królowi,
Pęka się córki bursztynowe serce,
A w naszą starą kość, strach idzie mrowi,
Lecz nie lejemy łez, bo ci morderce       215
Gotowi ludom rzec: zwycięztwo nasze!
Zwątpił o sobie lud! Harfiarze płaczą!
Niech spojrzy w piersi wróg, niech patrzy w czasze,
Czasze nalane krwią, serca rospaczą,
Z ust się wydziera krzyk o zemstę Boga,       220
Czekamy wszyscy drżąc na piorun z chmur —
A kiedy milczy niebo — śpiewa chór. —
A kiedy śpiewa chór — drży serce wroga!