Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


       175 Nie ma go tu: powiedział anioł Magdalenie
Zazierającéj w grobu skrwawionego cienie.
Taką odpowiedź tobie Araby wyniesą
Z pustych katakumb, nie ma ich tutaj — lecz gdzie są?

Zamiast balsamu tego co trupy przechował,
       180 Chrystus nam łona naszych dusz nabalsamował;
I duszę ludzką, duszą namaściwszy własną,
Uczynił ją na wieki niezgonną i jasną.
Już na palmie egipskiéj naukę zaszczepił,
Już się był tym balsamem Egipcjanin krzepił;
       185 Już z grobowców, nauki uczyniwszy pszczelnik,
Na Tebaidzie święty zamieszkał pustelnik,
Czyniąc mogiły, wiary podobne latarniom:
Gdy Omar straszny głowom, gmachom i xięgarniom,
Kraj, sto razy różnemi pługami przeoran,
       190 Pod ognisty proroka dał bułat i koran.

Lecz dosyć już; bo sądzę, nowy xiężyc przyjdzie
Oświecać nas, w grobowców pełnéj Tebaidzie...
Tam niech inni o życia rozmawiają fraszce,
Paląc świecę w pożółkłéj pustelnika czaszce:
       195 My chcąc pojąć jak niegdyś żyli ludzie sławni,
Staniemy się myślami i rozmową dawni.
Aż się tak obłąkamy w wypadkowym lesie,
Jak w palmach, biały gołąb co ten list poniesie.