Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego 01 (Gubrynowicz).djvu/271

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.
    DO LUDWIKA NORWIDA.

    Wracają dla nas piękne Chrystusowe
    Gwiazdy, a razem korony cierniowe;
    Więc, że to ciebie, Ludwiku, zasmuca,
    Że tam ktoś czapki przed tobę nie zrzuca,
    A jać powiadam: niechaj cię to cieszy,        5
    Żeś wyszedł z ludzi pospolitych rzeszy,
    Gdzie dobry złego rad nazywa panem
    I czci ukłonów fałszywym liczmanem.
    Źli ludzie, pełni zabójczego szału,
    Złości i żółci, uznali konieczność        10
    Postawić zimną między sobą sprzeczność,
    Jakoby ścianę z grubego kryształu:
    A tak się widzą i czczą dla zabawki,
    Jak napełnione woniami karafki,
    Które na drogę kupcy zaszpuntują;        15
    Bo tylko widzą, ale się nie czują.
    Gdzie ręka ukłon przez wiatry posyła,
    Jeszcze tam z dłoni w dłoń nie przejdzie siła.
    Lepiejże, bracie, żeś uderzył śmiało,
    A w gwiazdę się szkło rozbiło, spękało,        20
    Bo teraz zawsze powie ci sumienie,
    Które miłością będzie pozdrowienie,
    A złe zobaczysz twarze niezakryte
    Tych, którzy cię klną za zwierciadło zbite,
    Które je dzieli, ale nie zasłania —        25
    Stąd idą zimne bez łez pożegnania,