Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/722

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nieledwie że na ulicy zapytać było przecie można, co jest dusza, jak i ile nieśmiertelna, co życie, żywot, naco i dlaczego filozofja... Zapytywany z niemniejszą odpowiedział prostotą: «Tyle a tyle wiem, lub nie wiem; co do filozofji, ta za cel ma uczynić człowieka moralnie szczęśliwym!»[1].
Starożytni nie znali wcale pewnego rodzaju uśmiechu, który dopiero myśmy wynaleźli, a który też wynalazek nam przynosi niemały zaszczyt. To jest, oni nie znali uśmiechu zatęchłego umysłu i zupełnie zwątpiałego serca, z jakim odpowiadają dziś mędrkowie na zapytania ludzi naiwnych, świeżych i coraz rzadszych. — Zacny Diogenes przeczuwał zbliżanie się tej epoki wtórej, skoro, w księgozbiorze akademji widząc zapracowanych starców, pytał, ktoby to byli. — «Ci, co prawdy szukają» — odrzeczono. — «Ach! A kiedyż oni będą mieli czas ją praktykować!?...» Te wielkie słowa jego i inne, brzmiące żywo, jakby wczora rzeczonemi były, nie spotkały były narazie naszego spółczesnego uśmiechu i ostrzeżenia, iż «takich rzeczy się nie mówi...»; że do takich głębin wielkiego zadania bytowego nie wstępuje się; że wiedza (mianowicie od arystotelejskiego podziału na umiejętności specjalne) ma zadanie inne... a jakie zadanie — tego się także nie mówi!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Słowem — że mądrość oczekiwać spokojnie winna na uzupełnienie wiedzy przez pojedyncze rozwinięcia umiejętności wszystkich, i że wtedy czas przyjdzie praktykowania prawdy! To jest bardzo piękne, tylko z jednej strony nie zaspokaja wcale, i owszem, prawie potwierdza Diogenesa zarzut, z drugiej jesteśmy w stanie zrobić tę małą uwagę, że podział na specjalne umiejętności zaskoczonym bywa i może być przez pojawienie się całych nowych umiejętności, których prąd i kierunek od naszego umyślnego systematorstwa nie zależy.

Rzecz szczególna: ze wszystkich mędrców starożytnych jedynego Diogenesa powiedzenia wybrzmiewają nam do dziś jako utwory spółczesne. Moglibyśmy go nazwać Hamletem filozofji, gdyby na myśl tę samą nie wpadł był Plato, nazywając go «obłąkanym Sokratesem!» Wszelako omyliłby się bardzo, ktoby Diogenesa poczytywał jedynie za improwizatora dorywczego i za bezkierunkowy jaki humor. On nie jest dotąd jeszcze obejrzanym w całości umysłu swojego. Zwłaszcza, iż sam powiada: «Ja, przesadzając we wszystkiem i pełniąc nazbyt, czynię to ku temu, ażeby ci, co przyjdą po mnie, nie potrzebowali pełnić nazbyt, lecz w samą miarę...» Filozof, który to i z taką wyraża trzeźwością, nie jest samym tylko genjalnym humorystą. Lecz planetarna wartość wielkiej Diogenesowej gwiazdy mniej była i mniej jeszcze bywa ocenianą od jej błyskotliwych tęcz dowcipu. Na mędrcu tym zamyka się ta filozofja, którą ja heroiczną nazywam. Wedle tegoż uważania mojego filozofja ta nie zaczyna się wcale od Talesa[2], lecz od Ajschylosa[3] dramatycznych przedstawień, gdzie wykładało się posady mądrości tradycyjnej i wypowiadało idee postaciami, zaś zamyka się i kończy niemniej dramatycznie, jak ją Ajschyłos początkował, to jest, zamyka się dialogami platońskiemi, tak, iż to, co sztuka nieledwie techniczna w Sofoklesie podziwia i ceni, nie należy bynajmniej do filozoficznego pochodu i rozwoju myśli greckiej, lecz dla dziejów sztuki zostawa. Gdy tymczasem platoński dialog ludzi zwykłych, ludzi, na ulicach Aten spotykanych, a poszukujących nieznanego Boga, prawdy i cnoty śród doczesnych i arcypotocznych bytu warunków, jest w prostej linji ostateczną jakoby rzeczywistością onych dialogów olimpijskich, ajschylowskich, gdzie sprawy i myśli ludzkiej jeszcze niema, gdzie święte i mądre fata człowiekiem dla idei pogardziły. Pogląd ten, osobistym moim będąc, może nie znaleźć usłusznienia, ale usuwa on na swoje miejsce pojęcia szkół, które sprawiedliwemi być nie mogą względem czasów, w których jeszcze szkół nie było i w których to, co później jedną ze szkół zowie się, było raczej powszechną ogólnością. Szkoły świadczą więcej o miejscu niż o ciągu rzeczy, a niekiedy są tylko nominalne[4].

  1. I uczony Arystoteles podziela to dogmatyczne filozofów uznanie, że filozofji celem jest uszczęśliwienie moralne człowieka, — dodaje wszelako dwa jeszcze warunki, to jest, ażeby człowiek był urodziwym i posiadał majątek (sic). — Jest to jeden z powodów, dla których mędrca tego policzamy do nowszego okresu. (P. P.).
  2. Tales z Miletu, współczesny Solona (VI w. przed Chr.) jeden z siedmiu mędrców, pierwszy filozof grecki.
  3. Ajschylos (525—456 przed Chr.), tragedjopisarz grecki.
  4. Dla tak różnowzględnych przyczyn szkoły filozoficzne brały nazwy swoje, iż nie można wiele się