Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/564

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


o ile można bez plamy i skazy, — nieprzechodzącą o wiele ceną swoją 75.000 lirów, i na rozkaz dostojnego Izaaka, Edgara Midlebank (junior) etc. etc.»

Poczem Amerykanin, pisma oba przez szkiełko uważywszy, życzył dołożyć daty pominięte, a gdy się to spełniło, zamienił karty, mówiąc:
— Jest wszystko, jak należy!... Bardzo winszuję panu takiego pięknego talentu — (tu dodał uścisk ręki) — i takiej pięknej suki!... Cóż za prześliczne zwierzę! Cóż za rasa!... Z pewnością można rzec, że takiej suki, takiegoż rodzaju, niema drugiej w całem mieście!...
A to gdy mówił, skłonił się i począł mieć się ku drzwiom.
Co rychlej zatem rzeźbiarz ręką jedną wprawnie porzucił płótna mokre na «Kapitalizację», drugą zaś kapelusz uchwyciwszy, śpieszył za redaktorem i guwernerem, komplimentującymi tymczasem odchodzącego gościa, którego czekał skromny powóz, by niebawem gdzieindziej unieść.
Serce miałem obrzmiałe i ciężkie, ducha czułem poniżonego... powiew jakiś, czy jęk, hiobowym[1] nastrojem szemrał mi w ucho:
«Tak to więc wszystko na tym, słusznie przeklętym świecie, wszystko, co się poczyna z dziewiczego natchnienia myśli, musi tu być sprzedanem za 6 dolarów!... (trzydzieści srebrników)...»
I jakkolwiek obiecywałem sobie nic wcale nie powiedzieć — nic nie dodać, nic nie powtórzyć, jednakowoż, przenieść na sobie nie mogąc całego ciężaru moralnego, rzekłem do redaktora:
— Jak to jednak daleko od wyznawców, i dla wyznania lwom rzuconych, do Kapitalizacji!...
On zaś, giętkie okulary poprawując, począł coś parasola ostrzem kreślić na bruku i, nie podnosząc oczu, odrzekł:
— Redakcja nie jest telefonem. My podobnież przecie czynimy codzień z każdą nieledwie myślą i z każdem uczuciem... Redakcja jest redakcją...
— To tak, jak sumienie jest sumieniem — odpowiedziałem.


STYGMAT
NOWELA


I.

Podobno, że z zadań czynności człowieka najniewinniejszem i najpiękniejszem, a pewno, że najciekawszem w znaczeniu swojem, jest zadanie to: żeby pójść zobaczyć się z kim lub od-zobaczyć się — zrobić wizytę.
Kapłaństwo w tem jest człowieczeństwu przyrodzone i jest potoczny obrządek ceremonjału, w naturze życia leżący.
Idzie się bez żadnego innego interesu, mówi się to, co i tak jest samo przez się powiedziane pomiędzy osobami w chwili danej, odbiera się i zamienia potwierdzenie lub zaprzeczenie mniemań o lada czemś, pierwszem lepszem bez umyślnego wyboru i interesu podniesionem, i poszukuje się sposobem tym, bezwłasnowolnie i bezwłasnowiednie, wzajemności współuznania, poczucia i harmonji... Te skoro spotkało się, odwiedziny czyli wizyta właściwa jest już przez to samo dopełnioną i przyjemną.
Mistyczniejszych, zaiste, spraw od tej sprawy, lubo najpotoczniejszej, naliczyć jest trudno w życiu człowieka!
Stąd-to zapewne pochodzi, że bywają lub bywały salony bynajmniej sute, ani jaką szczególniejszą wykwintnością jaśniejące, które nietylko w społeczeństwie, ale nawet w historji do żywotnych się działalników policzają. Owszem, niemały ten przymiot częściej właściwym bywał salonikom zwyczajnym, niźli świetnym i obmyślonym ku temu.

Generałowej wdowy *** salonik bardzo się do określonego wyżej przybliżał. Rządził w nim pewien rodzaj złotej anarchji[2], zupełnie zaufanej w swoje trwanie i we wystarczalność swych rękojmi.

  1. hiobowy — smutny, jak w bibijnej opowieści o Hiobie.
  2. anarchia (gr.), bezrząd.