Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/412

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SĘDZIA. (przez ramię) I «Ojczyźniaka»[1], panienko!

(obracając się)

Akt do faktu jest «jak pięść do nosa».
Nie akademickie wyrażenie,
Ale jądro myśli kapitalne.
W przysłowiach jest więcej zdrowych treści,
Niż w paryskiej dziś literaturze.
Co filozof nasz sam udowodnił.
SĘDZINA. (odejście udając, chroni się za drzwi) Les goûts sont différents, mon cher mari[2],
SĘDZIA. De gustibus disputandum non est[3].
SALOME. Coś przez usta ich gada językami.
SĘDZIA. (w monologu) Durejko zna wagę interesów
I klasyfikować je potrafi.
Czuły jest Durejko, lecz i groźny,
Ani lada czemu folgujący.
On zna obowiązek pana domu...
SĘDZINA. (powracając naprzeciw męża) Durejkowa kształci generację
Najprzyzwoitszych panien w świecie!
Przyszłych matek, żon i bohaterek,
Które ci zgon podzielą i tryumf!...
Ona, łącząc słodycz z surowością,
Trzyma cugle rządu w swoim domu,
I nikt pewno jej nie będzie uczył!
SĘDZIA. (stanowczo) — Był Durejko sędzią i sędzią jest,
Rozumienie spraw posiadającym;
Co roztrząśnie on, roztrząśnie nieźle!
Potrafi też innym zamknąć usta.
SĘDZINA. (gniewnie) Durejkowa nie da się zagłuszyć
Frazesom bez gruntu i bez stylu:
Treść ceni, lecz chce i formy wdzięku —
A czy Klemensulko zna syntezę??[4]
SĘDZIA. (z pogardą wychodzi — za żoną) — Antytezę!...[5] bogdaj i protezę!...[6]

(po chwili)

— Zagajał Durejko nieraz w życiu
Różnej treści polubowne spory,
I już mu niewiele zyskać trzeba
Tam i owdzie przyświadczeń sąsiedzkich,
By na zawsze kompetentnym został
W komitetach wszystkich, wszelkiej treści...

(z uśmiechem)

— Wówczas Klementynka jemu dygnie,
Sprawkę tę lub owę przedstawując,
Lecz przemilknie ten, co teraz uczy...

(zażywając)

Dzwoniąc zlekka palcem w tabakierę —
Jednym tylko palcem, raz, i wtóry,
Prezes puknie... Cóż, pani Durejko!?...
SĘDZINA. (pokazując się jeszcze we drzwiach) Monologów wcale się nie wzbrania.
SĘDZIA. (za żoną wołając) «Sobosłowień!» — Przynajmniej mów czysto,
Własnych przodków języka nie kalaj! —
SĘDZINA. (część głowy ze drzwi okazując) Wyłgiełłówna z rodu zna swój język.

(Sędzia uchodzi za żoną)

SALOME. (opierając się na szczotce)
Takto co dnia, gdziekolwiek zdybią się,
Zaraz pokazują sobie język —
Ani zgadnąć, czemu, ani wiedzieć,
Co szumi z nich słowy niemieckiemi.
Poczem naraz jegomość w tę stronę,
W owę imość... Dopiero na nowo
Bozesłani słudzy tam i owdzie,
Szukać pana i za panią biegać,
By się jeszcze hałaśniej gdzie starli.

(Podsłuchując)

Słyszę, spotkał sędzia astronoma.
Szczęście wielkie, że ten go zatrzyma;
Nie dobiegłszy tym sposobem żony,
Ukoją się, choć na chwilę, spory.

(Składa resztę książek i obziera się)

Otóż prawie że wszystko w porządku,
Jakby lokator umarł...
— Boże mój!
Cichym ludziom świat miejsca żałuje:
Jak powodzią, coraz, coraz dalej
Obejmani są i ciągle pchani,
Aż ostatni dzień czoło zalewa.
SZELIGA. (z lunetą w ręku wchodząc)
— Dość jest — dość uprzątania waszego:
Dla okien tych i dla kilku godzin
Ani warto, ani się i godzi
Niepokoić wszystko!
SALOME.W domu u nas
Dla rzeczy najmniejszej robi się tak.

  1. «Ojczyźniak. Wizerunki duszy narodowej». (1847 r.), dzieło Br. Trentowskiego.
  2. = (franc.) Gusta są rozmaite, kochany mężu.
  3. = (łac.) O gusta nie należy się spierać.
  4. synteza (gr.) — w filozofji Hegla trzecie stadjum dziejowe, stanowiące pogodzenie pierwszego stadjum czyli tezy z drugiem czyli antytezą.
  5. ob. uw. poprz.
  6. proteza (gr.) — zastąpienie utraconych części i członków ciała (np. ręki, nogi) przez sztuczne (także — dziś — taka sztuczna cześć ciała sama); tu umyślnie żartobliwie czy ironicznie użyte z powodu podobieństwa do poprzedzających dwu określeń (i pokrewieństwa etymologicznego z niemi).