Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/408

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— lecz, ja to
Mówię panu jedno jako matka,
I więcej nic, tylko jako matka...

(ocierając oczy)

Żeby coś o synu mówić swoim!
MAK-YKS. Ta rzecz druga, którą mi mówicie,
Dobra pani Salome, ta druga
Rzecz jest pierwszą dla mojego serca:
Takbym rad być usłużnym i wdzięcznym.
Ale pierwsza, to jest zapytanie,
Czemu tu mnie spotykasz, nic indziej,
Oświecić winnaby z licznych względów...

(dobitnie)

Hrabina jest aniołem, a jednak
Podejrzewa w ludziach złe języki
I, młodą będąc wdową, chce w domu
Nie mieszkać nikogo, mego wieku.
Zaś pokrewieństwo nasze, to jej wzgląd
Na oddalonego bardzo członka,
To dobroć jej; ja jestem jej niczem —
Męża jej powinowatym. Wreszcie
W interesie własnym mam ją widzieć
I, cokolwiek sama byś pragnęła,
Zrobię...

(podnosząc ramię Salome)

Tylko mnie nie dziękuj, matko,
Nie zrobiłem jeszcze nic a nic!

(poufnie)

Hrabina ma nadto rzecz szczególną!...
Tyle pełni usług miłosiernych,
Obejma tak wiele i tak szybko,
że się jej wydarza zapominać.
Ja to mówię tylko k’temu... tylko,
Żeby błahej nie dać ci nadziei.

(dobitnie)

Nie mówię, że kogo zapomniała...

(donośnie)

Nie! Bynajmniej... Lecz, że się to zdarza
Osobom, pełniącym wiele dobra...

(po chwili)

Podobno, że i cherubin, zbyt szybko
Lecący z pociechą do cierpliwych,
Traci nieraz pióro, które spada,
Wyrzucone z anielskiego skrzydła...
Cny jest pośpiech, lecz powoduje stratę.
SALOME. Ludzie nauczeni lub duchowni
Wiedzą wszystko, nie pytając o nic;
Dlategoż ja pana przeprosiłam
Za me proste słowa starej matki.
Lat niemało służę w tym tu domu
(A panu służyłabym i życie!),
Lecz właściciel nasz, sędzia Durejko,
Zmienić pono chce cały porządek,
Dla kogoś z przyjezdnych oddać wszystko —
Dla pana jakiegoś, z którym chodzi...

(mając się ku oknu)

Oto właśnie oni. Niech pan wyjrzy:
Obrócili się ku schodom — idą...
Wyminąć ich ledwo że pośpieszę.

(wychodzi)


SCENA TRZECIA.

MAK-YKS. (z szczerem westchnieniem za odchodzącą Salome) Gdyby ta kobieta to wiedziała,

Co odlatujący teraz ptaszek
Zna i co innym ptaszkom zwiastuje...

Że — rzuciłem im ostatni chleba pył!

(obłędnie)

I gdyby wiedziała to... ah!... Ona,
Właśnie może pełniąca jałmużny.
Jako która ze świętych na szybach
Gotyckiego kościoła... perłowa,
Z ametystowemi szat fałdami
I ze złotą limbą[1] wkoło skroni...
— Zacna pani!

(głęboko)

— — Coś jest szczególnego
W tym powszednim chlebie, w rozłamaniu
Złamka ostatniego... Istnieje coś,
Jakby się jakiegoś tam ogółu
Dotykało zabłąkanym palcem...
Coś, mówię, co albo milczeć każe,
Lub przynajmniej starannie zabrania
Głosić o wypełnieniu niedoli...
Jakby niedostatek jaki mniejszy
Wyznać było łacniej, bez zranienia
Bliskich, a fortunniej postawionych.

(tajemniczo)

Stąd prawdziwie, iż tam coś zistniewa,
Dotycząc moralnie i tej swojej
Miłości własnej i wszechczłowieczej.

(po chwili)

— Czemuż głosić tego nierada jest
Uczoność... Czemu i prostota
Mniej wstydzi się opowiadać boleść,
Niżli prawdę przez boleść zyskaną!?

(oglądając naokoło mieszkanie swoje)
  1. limba (łac. — właściwie: limbus) — tutaj: obrączka, obwódka.