Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/310

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Szable na miedzy i szlachta u roli —
Tryb, na niewielki obręb dostateczny
I szczególniejszą ponętny prostotą,
Dworki w zieleni bzów, topól i stogów,
Kładki giętkiemi wyminione błoto.
Lecz zacność z chlebem i solą u progów.
Właśnie świąteczne słońce oświecało
Takowy obraz idyllo-litanji,
Dzień w dzień świecącej coś, jak w Boże Ciało,
Gdy w modrzewiowe progi do plebanji
Matrona weszła urodna, jak mało.
Czy była z gminu, czy z szlachty chodaczej,
Nie pośpieszyłbyś na czas odpowiedzieć.
Srebrzał już włos jej, lecz, jak czółko tkaczy,
Gotowe widza postrzegłość uprzedzić,
Z jawnej tęsknoty lub skrytej rozpaczy
Westchnąwszy, dalsze wstrzymała wzdychanie,
Słuchając stąpań księdza, który zdala
Dał znak, by siadła i kończył czytanie.
Zielenią była posypana sala,
Obrazy wkoło i u drzwi aniołki
Nad świętą wodą, jak w gnieździe jaskółki.

*

Wreszcie, od krańca karty doczytanej
Uniósłszy oko, spytał ksiądz kobiety
(Znanej i niegdyś za obłędną mianej),
K’czemu przychodzi — i w drewniane szczyty
Sali poglądał spokojnie i błogo.
Ona zaś, gładko kłoniąc się, odpowie:
«Jak zdawiendawna, szłam o świcie drogą
Na Gozdaw, gdzie był krzyż — — i każdy to wie
Od urodzenia, że był — ten zaś, pono
Z rozkazu pana grafa, obalono.
Kędyż jest?» rzekła ze szlochem połknionym,
Oczyma błądząc wokoło, gdy nad nią
Był obraz Świętej z włosem rozrzuconym,
Grób pusty, zorza wątpliwe nim zadnią,
I ogrodnika postać... Znów po chwili
Dodała jeszcze: «Gdzież go położyli?
Ilekroć w drodze ludu się natrafi,
Zapytywałam, lecz mi odrzeczono:
To nie jest Chrystus Pan naszej parafji,
To był Gozdawski Pan Jezus — i pono
Pytać się gwoli należy we dworze...
Gdzie od lat tylu mnie i być wzbronione...
Mnie, co, panicza piersią karmiąc... Boże!
Myśliłam przecie widzieć, jak dorasta!
Krzyż mnie podpierał, gdy o późnej porze
Na wał wchodziłam, ów dawny wał miasta,
By chociaż zdala oglądać pacholę,
Albo cień jego — jak cień i topole!...
Lecz tak zwalono krzyż, jak i mnie pierwej,
Mnie, zapłacone i z progów wypartę...»
Tu jej szloch mowę połamał na przerwy:
«Co to pieniądze wszystkie przytem warte?»
Rzekła, zgarniając włos na strony obie,
A potem, czoło podniósłszy otwarte —


«Jak ten krzyż znajdę, to stanie na grobie!»
Dodała z siłą.
Ksiądz dotknął jej czoła
Palcem i ciche rozpoczął modlenia.
Któremu wtórzył mały dzwon z kościoła.
Poczem wszedł młodszy ksiądz, a na skinienie
Pierwszego dwojgu wszyscy szli za brzmieniem
Dzwonu — z modlitwą, bolem i sumieniem.


4.

(Tu rękopis się urywa).