Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/306

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Poza ojczyzną — armja gdy w szeregach obcych —
Parlament w dziecinniejącej pogawędce —
Salony ledwo że modą żywe —
A udawającemi zdań zamianę
Monologami są rozmowy!...

«Bawić na wsi!» Te dwa tylko słowa
Pozostają, jak z okrętu okrzyk:
«Ziemia! Ziemia!...» gdy dni wiele i nocy
Żagle twoje pękały od wichru.
Wielokrotnem popstrzone łataniem,
Jak chwiejący się w łachmanie nędzarz,
Drżą, te słysząc słowa: «Ziemia! Ziemia!»

Na wsi bawić, dopókąd wieś jeszcze
Niezupełnie jest czemś nominalnem!
Ziemia bowiem, jakkolwiek pokorna,
Tak, że się ja depcze wciąż i depcze,
Ziemia nawet uprawianą chce być
Ręką wolną! Nienajdłużej ona,
Niewolnikom się ścieląc pod łańcuch ich.
Wdzięczna chce być — i może!

Dnia jednego, jednej nocy... pewnej chwili
Zapomniany zegar, gdzieś na niepomnej wieżycy
Jaskółczemi pozornie osklepion gniazdy,
Zawróci nagle rdzawe koła
I wyjęknie, że czas jest — tylko to rzecze,
Nic nie mówiąc więcej, lecz, że «jest czas».

I odepchnie ziemia pług — i nie raczy
Chcieć, by ją nierozweselony niczem
Oracz tykał, jak błoto kajdaniarz:
Sto ma piersi Cybela[1], karmić gotowa
Dzieci wiele, które ssą z uśmiechem!

To mawiałem, gdym podawał strzemię
Lewej stopie Róży. — — Jeździliśmy...

*

O wsi biała w atłasie kwiatów jabłoni
I w zwierciadłach księżyca,
Jako oblubienica
Na ustroni...

Przeszłość twa — zawsze wczora,
Przyszłość — ręka dosiężna,
U ciebie zawsze — pora!
Tyś wczasów księżna...

Tyś u siebie zawsze, jak umysł zdrów.
Czy w palmowym kraju posuchy,
Czy w zieleni brzóz, w złocie mchów,
Jak gajowe rozkoszna duchy.

Tobie, owszem, dziejów wydąża praca,
Jako trzoda jałówce blędnéj,
Gdy ku tobie i sam pasterz nawraca
Tłum nieoględny —

Alić znagla strach milczkiem blisko
Przypadł: górne prysnęły lody,
Chat stu zgasło ognisko,
Jeziorami ogrody!

Dęby płyną, wyrwane z ziemi,
Cisza klęski dwakroć przeraża,
Fale brudne przez mur cmentarza
Biją trumny ciężkiemi —

Lecz o górnych kto myślił lodach,
Niskie przecierając szyby?
O rumianych prędzej jagodach
Lub gdzie się węźlą grzyby — —
— — — — — — — — — — —
O jagodach!... Tych własnie kwiat bieliźniany
Poopadał i, z miękkiemi podmuchy wiatru
Zdala skoro igrał, wraz owoce
Rumieniły się, mieniąc darń w kobierce.
Cicho po nich stąpały konie nasze.
Nie pytaliśmy się o drogę, świadomi dróg,
Ścieżek, stoków i przez nie płasko rzucanych
Głazów, które jak most służą, ustawnie myty
Cienkiemi fal szybami — —
— — błądziliśmy
Umyślnie i bezbłędnie, Róża i ja,
Dwoje tylko, albo w poczcie gości,
Zarówno swobodnie zobcowanych.
Wuj Salomon czekał nas to z obiadem,
Umiejętnie zarządzonym przezeń,
To z wieczerzą: tej miejsce było w ogrodzie,
Gdy biała ćma lamp szuka lub robaczek
Świetlny w głębokich cieniach alei
Przelatuje, skrę niosąc...

— — Pogody równej
W oddechu płuc, w duchu, w biciu serca
Czuć nie może, kto nie zna wsi polskiej,
Społeczności, będącej niby idylą,
Niby wykwintnego świata kaprysem,
Czy ponad, czy poza historycznym,
Nie wiem — świat to osobny, zda się,
Coś, jak fortunne wyspy starożytne[2],
Dziejów mające wdzięk, nie trud i ciąg.
Tak, ubłogosławione owdzie duchy
Polityki zaledwo tyle dopuszczają,

  1. Cybela, frygijska bogini płodności natury; kult jej przeszedł z Azji do Grecji i Rzymu («Mater magna»).
  2. W podaniach greckich wyspy w oceanie, na których żyją w błogiej szczęśliwości wydarci śmierci ulubieńcy bogów.