Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


II.

Jak przywoity człowiek na tym świecie,
Złożonym z wapna, z mgły i kwasorodu,
Pół skrzepłym w zimie, pół ogrzanym w lecie,
Na którym ludzkość z wschodu do zachodu
Coś burmistrzuje w planety powiecie...
Słuszną cześć mając dla swego zachodu,
Poziera nawet w firmament, jak dzieci,
Gdy z hippodromu wgórę balon leci...[1]

III.

«Niech lekceważą rozmowę o czasie
Tudzież o zdrowiu! Mnie jest zawsze błogo
Wiedzieć, jak z moich przyjaciół kto ma się,
Czy dojrzy wino, czy sprzeda się drogo...»
Tom mówił. Dama, wsparta na atłasie
Kozetki[2] swojej, usunęła nogą
Skórę lamparta z oczyma szklanemi,
Jakby szukając, co leży na ziemi.

IV.

I głosem rzekła miłym i znudzonym:
«Głupi interes mam... Idzie poprostu
O ożenienie... lecz to usłusznionćm
Bywa». — Tu, jak kto, strzegący się ostu,
Podjęła fałdy ruchem zokrąglonym,
Tok ich i wielkość stosując do wzrostu,
I tak mówiła: «Syn mej intendentki
Robi mi kłopot w domu, jest zbyt prędki.

V.

Jest warjat! Tego nawet nie ukryję,
Iż wielokrotnie kosztował mię dużo;
Bezładnie trwoni czas, podobno pije.
Mam wzgląd dla osób, co zdawna mi służą.
Ulżyć chcę matce, nim syn ją zabije,
Ożenić chłopca z Marysią lub Różą,
By ustatkował się. To bagatela...
Lecz radź mnie, proszę, radą przyjaciela!»

VI.

Hamując przeto słowa nazbyt szczere,
Skłoniłem ramię i począłem gładzić
Z szklanemi wzroki leżącą panterę.
«Stanowczo temu miałam raz poradzić,
Wziąwszy Assuntę, która ma manjerę,
Zwłasizcza, iż z niemą ni bić się, ni wadzić!»
«Z niemą?» zawołam. «Nie, iż tak się rodzi,
«Lecz z zaniemiałą (mówię) od powodzi...

VII.

Z czasu przerażeń i trwóg...»—«Szczegół... który...
Był mi nieznanym...» rzekłem i począłem,
Grupować myśli, lecące, jak chmury,
Klamrować zbroję, którą co tchu wziąłem,
Jak zaskoczone pogaństwem komlury,
W zbroi zamknięci, lecz z otwartem czołem, —
Aż, gdym rozeznał, co mnie i co dla nićj?...
Wstałem i rzekłem dość spokojnie: — «Pani!

VIII.

Jest u proroków, iż człowiek poczciwy
W darze mieć będzie żywota wspólnicę.
Nie powiedziano, że umysł fałszywy
Lub łotra wieńczyć pośpieszą dziewice;
Inaczej rycerz albo pasterz tkliwy
W zysku musiałby odnieść rozpustnicę.
Rzecz jest tak śmieszna jak niedogmatyczna...
— — — — — — — — — — — — —
Co do osoby... spotkałem gdzieś... Śliczna».

IX.

Tu zakaszlałem się. «Niewiasty głowa
I serce niechby jako polna trawka
Były poziome... na toż los je chowa.
Żeby z nich była dla meblu podstawka?
Tak w greckiej karczmie Wenus marmurowa
Deski podpiera, z czego stół i ławka...
Lecz, gdyby się dróg trzymano tak krzywych,
Byłożby tyle małżeństw tak szczęśliwych?»

X.

— «Tyle? Szczęśliwych?» powtórzyła dama,
Zdejmując pierścień, czy kładąc go lepiéj.
Jam mówił: «Zresztą, jak pani chcesz sama,
Postąp! Rąk dwoje skoro się tak zlepi,
Będzie to odpust zła, nie jego tama.
Traf lada zerwie ją, żaden ukrzepi.
Swarzyć się poczną, od siebie odwykać
I nienawidzieć się, albo unikać...

XI.

Aż dnia pewnego, człek szlachetny, trzeci,
Ja — oto wnijdę po kwiaty... o porze

  1. hippodrom (gr.) = miejsce, na którem odbywają sic; wyścigi konne, arena, cyrk.
  2. kozetka (franc.) — inala, dwuosobowa kanapka.