Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/240

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Więc im był bliższym, tem bardziej był senny.
O, nieszczęśliwy, kto kocha szczęśliwą!
Bo radość jego będzie tylko echem,
Smutek natychmiast zawiścią, ta — grzechem.


III.

I lepiej przez łez kryształ czysty z wiary,
Przez trudów poty, ochłodzone niebem,
Patrzeć na lubą twarz, jak w obraz stary,
Przed którym kapłan z winem trwa i chlebem —
Przez łunę lepiej bitw sięgać po kwiatek,
Niż tak szczęśliwym być, świat mieniąc w światek.


IV.

Więc, jeśli dziejów drama nieskończona,
Prawdy jeżeli zrywać mają pęta,
A niebo nie jest, jak księga zwiniona —
Więc, jeśli jeszcze trwają sakramenta,
I od lwa kości lepsze szczenię żywe,
To was zaklinam: bądźcie nieszczęśliwe!


V.

Tu długie mógłbym dołączyć wet za wet,
Niestety, ciemne i niezrozumiałe,
Omówień pełne — ach, niegrzeczne nawet;
W róż przeto bukiet zamieniwszy strzałę.
Pod stopy ciskam i gęśl miększą biorę,
Jak uśmiechami płatny trovatore[1].


VI.

Szczesny tak kłamał na dzień razy tysiąc,
Prawd pytał, która, gdzie zyska uznanie.
Kłamać tak nie jest jeszcze krzywoprzysiąc,
Lecz jest to zwykle o rękę staranie;
Przysięga kończy dopiero stosunek,
Jak suma kończy miesięczny rachunek.


VII.

Dziś więcej, niźli kiedykolwiek, bliski,
Porzucił cugle u furtki ogrodu;
Groom[2] wziął je, zagiął na siodło pośliski[3],
Konie się cieszą z wieczornego chłodu,
Pałacyk letni bieli za aleją:
Szczęśni otwarcie mówić chcą — czy śmieją?


VIII.

Weszedł, lecz, ręki dotknąwszy podanéj,
Było mu tęskno właśnie ze zbliżenia:
Jak uwieńczony, wpierw nieurągany,
Jak zaskoczony jawem bez zwątpienia,
Mówić chciał — o czem? I tego nie trzeba,
Tak samo bowiem i ona... o nieba!


IX.

W mieście na taki brak żywotnej dramy
Jest do najęcia piękny środek: scena;
Najmujesz lożę, siadasz obok damy,
Aktor się poci za was — Melpomena[4]
Sztyletem zręcznie serc próbuje wiele,
Jak gdy iskierki szuka kto w popiele.


X.

«Na wsi szczęśliwym trzeba być, lub niczem»
Rzekł wreszcie Szczesny, lecz w czarze herbaty
Przejrzał się bardzo zmienionem obliczem.
Ona, to słysząc, poszła widzieć kwiaty.
On wstał... «Czy w drogę?» «W drogę, i daleką».
Ucichli — resztę drzwi przywarło wieko.


LISTY.
I.

Pojechał — za nim groom — do dom i za dom
I tak pisał list — «Berlin — Sans-souci[5]
Data... Dwoje nas szczęsnych! Ilem świadom,
Koniecznie jedno nieszczęsnem być musi:
Chodzę na kursa filozofji w celu,
Bym umiał cieszyć się po smutkach wielu...»


II.

— «Paryż, kolumna Vendöme — data — stałem,
Patrząc... Bronz czynów gdy w powietrzu trzyma,
Tez, antitez[6] nie pytaj! Wyznam, że zadrżałem,
Jak dziecię, na podniosłem ramieniu olbrzyma.
Sekstern[7] logiki, który przywiozłem z Berlina,
Groom mój karta po karcie na ogień wycina».


  1. trovatore (włos.) — trubadur, średniowieczny śpiewak-poeta, opiewający miłość.
  2. groom (ang.) — lokaj, towarzyszący panu w przejazdżce konnej.
  3. pośliski (tur.) — rzemień u siodła.
  4. Melpomena, muza poezji tragicznej.
  5. Sans-socui (franc.: «bez troski»), pruski zamek królewski pod Potsdamem.
  6. teza (gr.) — temat, antyteza (gr.) — przeciwieństwo.
  7. sekstern (nowołac.) — zeszyt, kajet.