Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


2.

Bo istnie widzę, że panna bez sromu
Koturn przywdziéwa;
Ależ to tylko, kiedy wąż jest w domu,
Wtedy to bywa!


3.

Gdy czoło jakie trza rozetrzeć w pyły
(W czas pełnej miarki!) —
I tak się świata Sybille jawiły
Z męskiemi barki.


4.

Dlatego smutno, dlatego wesoło
Życzę ci zdrowia,
Bo jeszcze przeszłość twoje młode czoło
Umarmurowia.


5.

Posągi jeszcze fałdami na ciebie
Z grobowców wieją —
Stanęłaś z wiarą na dziadów pogrzebie
Wrócisz z nadzieją.


6.

Rycerskie słowo za tobą zostanie,
Jak szal czerwony:
Choć będzie twoje, lecz — ile się stanie
Przez milijony.


7.

A ty swój koturn postawisz u progu,
Gdzie owce strzygą,
I będziesz trzodzie, czem dziś jesteś Bogu,
Panno Jadwigo!


8.

Na żeńskiej cała oparłszy się lirze,
Z słonecznem licem,
Pojrzysz ku Polkom, co gdzieś śpią w jassyrze[1]
Pod półksiężycem...


9.

A orły, lubo szybują po niebie,
Cię nie dościgą,
Bo będziesz wtedy tem, czem nikt za ciebie,
— Pani... Jadwigo!
W Paryżu, 22 decembra 1860 —
o godzinie 11 w nocy.



151. WCZORA I JA.


Oh, smutna to jest i mało znajoma
Głuchota,
Gdy słowo słyszysz, ale ginie koma
I jota...

Bo anioł woła... A oni ci rzeką:
«Zagrzmiało!»
Więc trumny na twarz załamujesz wieko
Pod skałą.

I nie chcesz krzyknąć: «Eli... Eli...» — czemu?
Ach, Boże!...
Żagle się wiatru liżą północnemu,
Wre morze.

W uszach mi szumi (a nie znam z teorji,
Co burza?),
Więc śnię i czuję, jak się tom historji
Zmarmurza...
27 Décembre 1860.



152. IMPROWIZACJA
NA ZAPYTANIE O WIEŚCI Z WARSZAWY.


Pytasz, co mówię, gdy warszawskie dziecię
Wstawa, oparte na cudzie?
Bogu dziękuję, że jeszcze na świecie
Są oryginalni ludzie!

Bo już myśliłem, że dzieje od trafów,
Trafy zależą od tronów;
Że ludzkość składa się już z kaligrafów,
A narodowość... z zagonów!

I że przepadła rasa dawidowa,
Co, kamień wznosząc do góry,
Nie dba, czy za nią armata gwintowa,
Nie dba, czy przed nią broszury.

Dlatego, być tam nie mogąc, gdzie łkanie,
Ni w pierś przyjmować zaczepki,
Milczę przynajmniej... mam uszanowanie
Dla Achillesa kolebki!
Paryż, 1861.



  1. aluzja do planowanej wówczas przez Deotymę powieści p. t. «Branki w jassyrze».