Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A kiedy tak myślałem raz, w ciemnym obszarze
Kształt dostrzegłem leżący w księżyca promieniu,
I, ów zoczywszy, jako zmarłego na marze,
Kląkłem i przeszła chwila. W modłach, czy w milczeniu,
Czy w trwodze? Nie wiem...
...On zaś podniósł się, jakoby
Zgony snami, a łożem stały się już groby,
Człowiek zaś jakby zawsze był i będzie zawsze,
Tylko odmieniał miejsce na coraz łaskawsze.
Więc, wstawszy tak, nie dziwił, ni był zadziwiony —
Jedno mi rzekł akcentem greckich Eumenid:
«Spocząłem i powracam, bądź mi pozdrowiony
I pożegnany — mówi ci to Epimenid» —
I poszedł. — A jam myślał: więc już z tej ruiny,
Miary, napisy, garnki, i otrzaski ćwieka
Starego, i pogniłe zebrawszy wawrzyny,
Nic — nic nie zaniedbano — nic... — —
— — — — — — ...oprócz człowieka! —



101. CZY PODAM SIĘ O AMNESTJĘ?[1]
Hony soit qui mal y pense[2]

Gdy już poczułem, że z pod mojej stopy
Usuwała się ziemia Europy —
I albo morza zostawały głębie,
Albo azjackiej łaska ambasady,
Ja odleciałem, jak czynią gołębie,
Wężom i płazom zostawując zdrady.

Więc nie pytajcie mię, czyli powrócę,
Więc nie pytajcie mnie, gdzie się podzieję!
Jam z tych poetów, co nie słówka nucę,
Ja to, co śpiewam, żyję i boleję...

I każdy wiersz ten miałem w mojej dłoni,
Jak okrętową linę w czasie burzy,
Kiedym się do was uśmiechał z nad toni —
A wy mnie nęcić chcecie listkiem róży?

Schowajcież sobie te niewczesne kwiaty
I skarżcie raczej, żem zły, żem się zaciął,
Że nie chcę współczuć własnej i was straty,
Bo jam nie zdradził... nawet nieprzyjaciół.
1855, Paryż.



102. TY MNIE DO PIEŚNI...
(DO T. LENARTOWICZA).

Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj,
Bo ta już we mnie bez głosu,
A jeśli milczę, nie przeto mnie połaj,
Kwiatów ty nie chciej od kłosu!

Bo ja z przeklętych jestem tego świata,
Ja bywam dumny i hardy,
A miłość moja, bracie, dwuskrzydlata,
Od uwielbienia do wzgardy.

Gdy w głębi serca purpurę okrutną
Wyrabia prządka cierpienia,
Smutni — lecz smutni, że aż Bogu smutno —
Królewskie mają milczenia.



103. DUCH ADAMA I SKANDAL.
Resurrexit, sicut dixit[3].
1.

Oto ten samy, którego bezdumna
W kościoła wnętrzu czerniła się trumna,
Zmartwychwstał w Słowo —


2.

I «Kochajmy się!» wyrzekłszy przy zgonie,
Po zgonie jeszcze w swem ukrywa łonie
Hańbę domową[4].


3.

Więc pokazał się naprzód Magdalenie[5],
Podobny Panu, jak swym wzorom ciernie
Podobne wiernie —


4.

I na Emaus[6] idącym powiada,
Jak się to pismo niejasno wykłada,
Że laur, to ciernie.

Pisałem po powrocie z pogrzebu Adama
Mickiewicza 1856 w Paryżu.



  1. ogłoszoną po śmierci Mikołaja I (2 marca 1855) przez jego następcę, Aleksandra II.
  2. = Hańba temu, kto o tem źle myśli. («Dewiza Orderu podwiązki»).
  3. = (łac.) Zmartwychwstał, jak to zapowiedział.
  4. Podczas odprawiania modłów nad zwłokami Mickiewicza, w kościele, uderzył emigrant Jaźwiński kijem w plecy Wład. Zamojskiego i umknął.
  5. Zwłoki Mickiewicza, po przewiezieniu do Paryża, złożono w kościele św. Magdaleny.
  6. Dwom uczniom swym, idącym z Jerozolimy do Emaus, zjawił według podania Chrystus.