Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Aż świętą prawie w swem zniecierpliwieniu
I budującą nieledwie w zniszczeniu...

Tej, co nie zajrzy, ani się nadyma,
Bo dość ma tego, że dość nigdy niema...

Bo rzeczy swoich nie szuka, a przecie
Cudzego nie chce-wie, że bożem trzecie...

Tej, co surowa jest i dobrotliwa
Nie myśląc złego, sama się nie gniewa...

Tej, co to z prawdy tylko się uciesza,
Wszystkiemu wierzy i wszystko rozgrzesza,
Bo wszystko cierpi... tej, co się spodziewa
Wszystkiego—czasem krzyżowego drzewa!

Oh, bo, acz gniewać się nie chce, iluż gniewa!?
Miłości, w tobie jednej odpocznienie,
I moc i bytu oś — w tobie sumienie.

Języki? Zwiną się, jak książek karty,
Gdy je piorunów widelec rozdarty
Na sąd ostatni wyzwie. Nasza wiedza?
Upiorem życia. Proroctwo cóż?... Miedza,
Próg, czasów nowej widzenie granicy.
A więc to wszystko proch, proch na ulicy
Do Boga!... Miłość tylko pozostanie,
Jak w zapalonym stosie hełm bronzowy
Z napisem: «Jesteś

...różne miałem mowy
I różne o tem było me śpiewanie,
Od pacholęcia świegocąc pieśniami;
Te, gdy zmężnieje czas, wspomnicie sami[1].

Bo zasłaniałem wzrok, śpiewając słowo,
Ani mi lauru liść szumiał nad głową,
Bom ja ostatni tu w poetów świecie,
Który-m nie przyszedł wczas i... Zresztą wiecie!


VIII.

Wpierw, niźli Ojcze nasz w duchu i w prawdzie wyrzeczem,
Niech kością bytu nam, niech pierwej stanie się mieczem
Te błogosławieństw siedm i ósme, walki początek[2],
Gdy trudów przyjdzie trud, gdy piątków nastanie piątek.


1[3].

O, dobrze, dobrze, wam, którzyście w duchu ubozi,
Nie wiedząc, wyszliście z bram i korzystacie już z żniwa
I, jak ptaszęta, wy, kiedy do gumien się zwozi,
Skowronkujecie tym, które pot trawy oblewa.


2.

Lecz i ci tęskni, oh, którzy o czasie się biedzą
I nie są, jako wy, i ponad czasem nie siedzą,
Ale wciąż smętni tu, choć im tu wszego nie stawa;
O, i was czeka dar stamtąd, skąd wszystko się dawa.


3.

Toż ciszy[4], którzy są bezmownej ziemi obrazem,
Pracując, jako ta, i w głuchym rytmie z nią razem,
Tak ziemię w sobie pierw prac tych posiędą ćwiczeniem,
Że dana będzie im i ta, której są sklepieniem.


4.

A owi, którzy rozsprawiedliwości spragnieni,
Co marny znają los, króle, a siedzą w przedsieni —
I owym zczasem dzban do ust się spiekłych nachyli,
Jeżeli, pragnąc wciąż, nie sami dzbanu kusili.


  1. 1Nie było mi nigdy tak pomyślnie, ażebym pisma moje, od lat tylu po różnych czasopismach rozrzucone, wydał razem, czem mógłbym (Jak to inni czynią) przyzwyczaić do mowy, o ciemności oskarżanej — bo już dziś mi niełatwo innej mowy się uczyć. Zresztą dla wszystkich niepodobna, a dla jednego pisać i drukować się nie zwykło; każdy z nas przez niektórych do wszystkich mówi. (P. P.).
  2. Po siedmiu błogosławieństwach następują trzy ustępy formy innej, które są przepowiedniami samej walki, temi siedmioma hufcami, sprawionemi pierwej, rozpoczętej. W tem odsyłam usilnie czytelnika do Ewangelji świętej. (P. P.).
  3. Tamże do każdego pojedyńczo błogosławieństwa odsyłam usilnie dla zgłębienia, jak pojęte są i czyli nie tłumaczę błędnie? (P. P.).
  4. powinno być: cisi.