Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Powieść tę (której Plutarch pisząc, nie czuł głębi)[1],
Oh, ileż razy piskiem dławionych gołębi
Z italskich tu ja gruzów, syn Grymhildy[2], słyszę,
I gorzko mi, aż nie wiem sam, czemu i piszę.
Na morzu Śródziemnem 1848 lata.



35.  PSALM WIGILJI.
OJCU H... K...[3] NA ŚWIADECTWO SZACUNKU
POWINNEGO PRZYPISANY. R. P. 1848.
I.

O, dzięki Tobie, Ojcze ludów, Boże,
Że ziemię wolną dałeś nam i nagą;
Ani oprawna w nieprzebyte morze,
Ni przeciążoną gór dzikich powagą,
Lecz jako piersi otworzona boże...

II.

Więc na arenie tej się nie ostoi
Przeciwnik żaden, jeno mąż bezpieczny
I ten, co zasię nierad szuka zbroi,
Ale zupełny, wcale obosieczny,
Który, jak gwiazda w niebie czystem, stoi.

III.

I za to jeszcze dzięki Ci, o Panie,
Że człek się ówdzie laurem nie upoi,
Ani go wiatrów ciepławych głaskanie
Przeatłasowi w nicość i rozstroi
Na drzew i kwiatów motyle kochanie!

IV.

Strzeliście w niebo spojrzy on ku Tobie,
Który przez stajnię wszedłeś do ludzkości,
I w grobie zwiędłych ziół leżałeś w żłobie,
I porze, ziemskich próżnej zalotności,
I kiedy cały świat się tarzał w grobie.

V.

Za prawo tedy do Polski obszaru
Dziękujem Tobie, któryś niezmierzony,
Wszechistny, jednak z obłoków wiszaru
Patrzący na świat, wprawdzie rozdzielony
Światłocieniami czaru i rozczaru —

VI.

I który łaski zakreślisz promieniem
Dzielnicę ludów w czas ludów chaosu,
Tak, jako morze obszedłeś pierścieniem
I nie rzuciłeś gór na wagę losu,
Lecz najpodlejszem bawisz się stworzeniem.

VII.

Do Ciebie, Ojcze ojczyzn, się podnosim
W témto ubóstwie naszém bardzo sławném
I w tej nadziei, co po skrzydeł osiém
Przybiera codzień, i w płaczu ustawnym,
I w bólach, które tak mdło jeszcze znosim.

VIII.

O, dzięki Tobie za państwo boleści,
I za męczeńskich koron rozmnożenie,
I za wylaną czarę szlachetności
Na lud, któremu imię jest — cierpienie,
I za otwarcie bram nieskończoności!

Pisałem w Rzymie w wigilję 1848 r.



36.  OD ANIOŁA DO SZATANA...

Od anioła do szatana
Ta dziecina gnana, szczwana.
Kiedyż trupem padnie?

I niemowląt już nie będzie,
Psalmujących, jak łabędzie,
Kiedy śmierć je kradnie.

I ramiona młodociane,
W bezimienny puch rozwiane,
Dziejów nazwą śmieciem,

A sto wiosen razem błyśnie
Dla zrodzonych naumyślnie,
Skoro my odleciem!



  1. Plutarch już był do tyla literatem, że powieść powyższą, acz po grecku, wzmiankuje zaledwo, i to na korzyść Cicerona, jakby to nie był jeden z najuroczystszych państwa rzymskiego dramatów; w tej skorupie, którą historją nazywają, niewiele jest
    szpar, tak poważną przepuszczających światłość. (P. P.).
  2. Syn Grimhildy — Irydion, bohater poematu Z. Krasińskiego.
  3. — księdzu Hieronimowi Kajsiewiczowi (1812 — 1873), głośnemu kaznodziei.