Strona:PL Dumas - W pałacu carów.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przygotowania do wymierzenia kary zostały poczynione już wcześniej. Ustawiono pochylą platformę z otworem dla szyi oraz dwa slupy po obu jej stronach, do prawej i lewej, do umocowania rąk... Na słupach wisiały knuty z długiemi rączkami, do których umocowano szerokie rzemienie, zakończone żelaznemi pierścieniami o kilku rzemieniach dwa razy krótszych od szerokiego zasadniczego rzemienia... Rzemienie te przed egzekucją moczą się i szuszą na słońcu, aby stały się twardemi i ostremi, jak noże.
Zazwyczaj taki knut zamienia się na inny po każdych sześciu uderzeniach, ponieważ od krwi skazanego rzemyczki końcowe stają się miękkimi, ale w tym wypadku nie trzeba go było zamieniać, ponieważ ogrodnik miał był dostać tylko dwanaście uderzeń, tych zaś, którzy mieli wykonać ohydną karę, było tylko dwóch. Ci dwaj — byli woźnice pana ministra, czyli ludzie przyzwyczajeni do posługiwania się knutem. To, że byli oni w tym wypadku wykonawcami kary, ani trochę nie psuło ich dobrych stosunków do towarzyszy stajennych, którzy przy okazji odpłacali im tą samą monetą, nie przez złość, rzecz prosta, jeno ulegając poprostu rozkazowi swego pana.
Nieraz zdarza się, że karzący, ni stąd ni zowąd, naraz stają się karanymi. Podczas mego pobytu w Rosji niejednokrotnie widziałem wielkich panów rosyjskich, którzy, wpadłszy w gniew, rozkazywali swej służbie, która coś tam przeskrobała — walić się nawzajem pięściami, ponieważ niczego takiego pod ręką, czem możnaby ich było walić — nie było.
I oto nieszczęśnicy, posłuszni rozkazowi panów, poczynali naprzód niechętnie jakby z wahaniem się — zadawać sobie ciosy, poczem, wpadając pomału w zaciekłość, jęli się tłuc co sił starczy, podczas gdy ich panowie krzyczeli: