Strona:PL Dumas - W pałacu carów.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czas leżał bez ruchu, jak nieżywy, a tylko kurczowe ruchy jego rąk po każdem uderzeniu wskazywały na to, że żyje...
Tak w Rosji znęcano się nad ludem!
Po ukończeniu kary odwiązano ogrodnika. Był zupełnie nieprzytomny i nie mógł się utrzymać na nogach, mimo iż podczas kary ani jednem słowem nie wyraził swego bólu. Przyznam się, że ani takiej odporności na ból wielki ani takiej zakamieniałości ludzkiej — nigdy dotąd na świecie nie spotykałem.
Dwaj chłopi ujęli go pod ręce i skierowali ku tym drzwiom, przez które przyszedł. Tu młody ogrodnik obrócił się i, spojrzawszy z pogardą na „|gosudarynię”, krzyknął jej kilka słów po rosyjsku, których nie zrozumiałem: Jak się zdaje, były to znów jakieś obelżywe słowa czy też groźba, ponieważ chłopi czemprędzej wepchnęli go do drzwi.
„Gospodarynia” odpowiedziała na tę nową zniewagę wzgardliwym uśmiechem, poczem wyjęło z pudełka kilka cukierków i, wsparłszy się o ramię jednej z panien, — odeszła z balkonu...
Drzwi za nią zamknęły się. Tłum, widząc, że wszystko skończyło się, począł się rozchodzić w milczeniu.
Niektórzy z widzów stali jeszcze, kiwając głowami, jakgdyby chcieli powiedzieć, że za tę nieludzkość ta piękność prędzej czy później zostanie ciężko ukarana.

VIII.

Katarzyna Wielka mawiała, że w Petersburgu niema lata, a są dwie zimy: jedna biała, a druga zielona.
Zbliżaliśmy się wielkiemi krokami ku białej zi-