Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


giem fantazyi. Z naturą nie miałem jeszcze do czynienia.
Pewnego wieczora, gdy panna Ritz zajęta była grą na fortepianie, ojciec jej rzekł do mnie nagle:
— Jutro zaczniesz szkicować z natury. Ciekawy jestem, jak się wywiążesz z tego zadania. Przygotuj glinę zawczasu; model zamówiony na ranną godzinę.
— Jaki model? — zapytałem z biciem serca, spowodowanem tą wielką nowiną; — model mężczyzny czy kobiety?
— Kobiety.
— Stojącej czy leżącej?
— Stojącej.
Serce dosłownie tłukło mi się w piersi.
Tej nocy nie spałem wcale.
Nazajutrz już o siódmej rano przygotowałem glinę, P. Ritz wszedł.
— Czy jesteś w usposobieniu? zapytał.
— Tak, odrzekłem głosem pewnym.
— To chodźmyż zjeść prędko śniadanie.