Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzałego wieku. W dziecku spoczywa ona ledwie w kwiecie. Ogólne pojednanie poprzedziło akt święty. Rozgrzeszenie otrzymywało się pod tym warunkiem, a ponieważ, radzi nie radzi musieliśmy kommunikowało się, uściskaliśmy się więc wzajemnie. Jednocześnie z nami kommunikowało się kilka pensyi panien z tej samej dzielnicy. Kilku moich towarzyszy, mijając panny, szeptali z niemi: drudzy rzucali im kartki na krzesła; dwóch czy trzech po przyjęciu świętej Hostyi splunęło na ziemię.

Matka moja znajdowała się w kościele, w tłumie innych matek. Powiedziała mi przedtem gdzie stać będzie: na stopniu ołtarza bym chcąc ją zobaczyć nie potrzebował odwracać głowy. Podręczne jej dziewczęta chciały być z nią razem, by podzielić jej radość i wzruszenie. Co do mnie, łzy kropliste zalewały mi oczy i napróżno byłbym usiłował je powstrzymać. Pojęcia moje o religji, jeśli nie o Bogu, mogły się zmienić od owego czasu, a jednak nie chciałbym nie mieć w życiu tych wspomnień o uroczystych chwilach kommunii, i żałuję zaprawdę ludzi, którzy ich w swej przeszłości nie mają. Wywołując je dziś mam łzy w oczach. Niestety! nie takiemi wówczas płakałem ja łzami! Lecz mniejsza gdzie ich źródło, niech będą błogosławione; i to łzy, a od tak dawna łez w moich oczach nie było!