Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czyszczeniem rzeczy: w niedzielę za to nie wiedział co ma zrobić ze swoją osobą. Zapomniałem dodać że była to właśnie niedziela.
— Pani Henri? — odpowiedział, To nie tutaj.
— Jakto, nie tutaj? A przecież to Nr. 12.
— Tak.
— Ulica Narche-d’Aguesseau?
— Tak: ale niema tu żadnej pani Henri.
— Modystka, — nastawałem jeszcze.
— Niema u nas żadnych modystek, — odparł pogardliwym tonem zacny cerber, stworzony widocznie na urzędnika w ministeryum.
— Ależ nie, ależ nie, — ozwał się krzykliwy głos odźwiernej, która zajęta jakiemś rannem uprzątaniem w tylnej swej izdebce, nie rzuciła nawet wzrokiem na osobę mówiącą z jej mężem; gdzież tam, jest w tym domu pani Henri; nie wiesz otem; bo jest teraz na wsi, Jeżeli to list do niej, można zostawić.



KONIEC TOMU DRUGIEGO