Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się z bezbożnością i występkiem, wywołane może zbytniemi wymaganiami nowoczesnego klerykalizmu, bezczynność i zniewieściałość, przedwczesna rozpusta, wszystkie te występki były na porządku dziennym w owej anarchicznej rzeczypospolitej. W godzinach rekreacyjnych malcy zaglądali ciekawie po przez balustradę dzielącą ich od młodzieńców, na tych bochaterów skandalu, powtarzającego się niemal codziennie, odgłos którego aż do ich uszu dobiegał niekiedy. I malcy pokazywali ich sobie prawie z uwielbieniem.
Panicze owi, pyszni taką sławą, występowali pełni zasłużonej dumy przed olśnionemi oczyma dziecięcego tłumu, mizdrząc się, skubiąc cienkie wąsiki, przybierając pozy zdolne najzgubniej podziałać na wyobraźnie tak młode i słabe.
Tak więc zło rozszerzało się stopniowo i z biegiem czasu najniewinniejsi nawet mieli paść jego ofiarą. Że mnie nie dosięgło, zawdzięczam to jedynie wyjątkowemu położeniu, którego nie błogosławić nie mogę, ono to bowiem uchroniło mię od zepsucia, które stokroć gorszem nieszczęściem stałoby się dla mnie.
P. Fremin zaprowadził mię, jak to już powiedziałem, do grona nowych moich towarzyszy, i tam mię zostawił, poleciwszy wprzód wyłącznej opiece profesora, którego zapytałem zaraz, czy syn pani d’Anglepierre już przybył do zakładu, odpowiedział mi że nie, i że prawdopodobnie jutro dopiero