Strona:PL Dumas - Paulina.pdf/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
ROZDZIAŁ IX

Przepędziłam noc całą we łzach i łkaniach. Noc straszną! Nikt nie jest w stanie pojąć męczarni, jakich doznaje młode dziewczę, wychowane pod okiem matki, którego serce czyste jak kryształ, nie było jeszcze przyćmione żadnym zatrutym oddechem, którego usta nigdy jeszcze nie wymówiły słowa miłość, i które naraz widzi się bez obrony, jak ptaszę, pochwycone i ujęte przez rękę silną, i słyszy głos, który mówi: kochasz mnie — zanim jeszcze sama pojąć to zdołała.
Nie wiem jakim cudem nie zwarjowałam tej nocy; sądziłam, że jestem zgubiona. Powtarzałam pocichu bezustannie: kocham go! kocham! a to z trwogą tak głęboką, że dziś jeszcze nie wiem, czy nie podlegałam wprost przeciwnemu uczuciu. Prawdopodobnie jednak wszystkie te wrażenia musiały być dowodami miłości, ponieważ hrabia, który je badał pilnie, tak je sobie wytłumaczył. Co do mnie, po raz pierwszy czułam coś podobnego. Mówiono mi, że zawsze winniśmy lękać się i nienawidzieć tych tylko, którzy nam źle robią; nie powinnam się więc była ani lękać, ani też nienawidzieć hrabiego, jeżeli zatem uczucie, jakiego doświadczyłam nie było bojaźnią, ani nienawiścią, musiało przeto chyba być miłością.
Nazajutrz, gdy siadałyśmy do śniadania, przyniesiono dwa bilety od hrabiego Horacego; przysyłał dowiedzieć się o moje zdrowie i zapytać, czy moje zemdlenie nie miało złych następstw? Postępek ten mojej matce wydawał się prostą grzecznością. Po raz pierwszy wtedy zwróciła uwagę na to, że jestem blada i zmęczona, zaniepokoiła się bardzo, lecz zapewniłam ją, że nie doświadczam żadnego cierpienia i że powietrze i spokój wsi przywrócą mi