Strona:PL Dumas - Kobieta o aksamitnym naszyjniku.pdf/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ce. Tylko wychodząc, nakładał na nią małą peruczkę á la Jean Jacques. Nie potrzebujemy dodawać, że mistrz Bogumił nie troszczył się nigdy i bynajmniej o tę część aksamitu, wychodzącą z pod fałszywych włosów, która mając więcej powinowactwa z kapeluszem, niż z głową, towarzyszyła kapeluszowi w jego wycieczce powietrznej, ilekroć mistrz Bogumił kłaniał się komu.
Hoffman spojrzał dokoła i nie spostrzegł nikogo.
Szedł więc za mistrzem Bogumiłem, idącym przed nim, dokąd ten chciał go zaprowadzić.
Mistrz Bogumił zatrzymał się w wielkim gabinecie pełnym nagromadzonych partytur i kart muzycznych; na stole leżało z dziesięć, lub dwanaście puzder mniej więcej ozdobnych, tego kształtu, na którym nigdy się nie myli muzyk: były to futerały skrzypcowe.
W tej chwili mistrz Bogumił zajęty był wystawieniem w teatrze Manheimskim opery Cimarosy: Il matrimonio segreto, próbując, czy się nie uda zaszczepić muzyki włoskiej.
Smyczek, niby berło Arlekina, zasadzony miał za pas, raczej za zapięcie od spodni; pióro dumne sterczało mu za uchem, a palce poczernione były atramentem.
Temi palcami wziął list podany przez Hoffmana, a rzucając okiem na adres i poznając pismo:
— Ah! Zacharjasz Werner — rzekł — poeta, ale szuler.
Potem, jak gdyby przymiot łagodził wagę dodał: Szuler, bo szuler; ale poeta!
Odpieczętowawszy wreszcie list:
— Wyjechał? doprawdy? wyjechał — rzekł.
Wyjżdża prawie w tej chwili.
— Niechże go Bóg prowadzi! — dodał Bogumił wznosząc oczy do nieba, jakby duszę jego polecając Bogu. — Ale dobrze robi, że wyjeżdża. Podróże kształcą młodzież; i ja gdybym nie podróżował, nie byłbym poznał nieśmiertelnego Päsiella, boskiego Cimarosy.
— Ale niemniej znałby pan ich dzieła — rzekł Hoffman.
— Dzieła ich, zapewne, ale co to znać dzieło bez mistrza? to znać duszę bez ciała; dzieło, to widmo; dzieło, jest tem, co zostaje po naszej śmierci. Ale ciało, widzisz pan, jest tem, co żyło; nigdy całkowicie nie poznasz dzieła człowieka, jeśliś nie znał go samego.