Strona:PL Dumas - Hiszpania i Afryka.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z kopalni mojéj głowy, dyamencie lub strasie, a któremu czas, ów nieprzedajny jubiler, wyznaczy kiedyś jego wartość; chociażby była sama tylko ta ponęta, powiadam, uległbym jéj; wyobraźnia, jak wiész pani, jest u mnie córką, fantazyi, jeżeli nawet nie jest samą, fantazyą. Puszczam się więc z wiatrem, który mię pędzi w téj chwili, i piszę do ciebie, pani....
I piszę do ciebie, pani, bo posiadasz zarazem umysł poważny i wesoły, serio i krotochwilny, poprawny i kapryśny, silny i powabny; bo twoje położenie w świecie pozwala ci, nie wszystko mówić, ale wszystko słyszéć, bo obyczaje, literatura, polityka, sztuki piękne, i powiem prawie umiejętności, wszystko ci jest dobrze znane: bo wreszcie, czy chcesz pani żebym ci powiedział, a raczéj żebym powtórzył, gdyż zdaje mi się, że bardzo często już ci to mówiłem, bo wreszcie najpotrzebniejszym żywiołem, do tego zapału, jaki raczą przyznawać mi niekiedy, jest gawędka, ta dowcipna gosposia salonów naszych, którą tak rzadko spotkać można za granicami Francyi, i pisząc do ciebie pani będzie to prosta pogadanka z tobą. Prawda że publiczność będzie świadkiem naszéj rozmowy; ale rozmowa nasza nic na tém nie straci. Zawsze uważałem że więcéj wam dowcipu niż zwykle, kiedy odgadłem że któś podsłuchiwa przyłożywszy ucho do drzwi.