Strona:PL Doyle, tł. Neufeldówna - Z przygód Sherlocka Holmesa.pdf/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


że tak istotnie postanowił. Radzę ci szczerze, wracaj do swojej praktyki.
Rada taka nie miała znaczenia dla kogoś kto był zarówno starym żołnierzem, jak i starym przyjacielem. Siedząc w jadalni w Strasburgu, rozważaliśmy tę kwestyę przez pół godziny, lecz tej samej nocy ruszyliśmy znów w drogę i to do Genewy.
Przez tydzień wędrowaliśmy w malowniczej dolinie Rodanu, a potem, skręcając do Leuk, przeszliśmy przez wąwóz Gemmi, tonący jeszcze w śniegu, i dalej przez Interlaken do Meiringen. Ładna to była wycieczka — delikatna zieleń wiosenna jaśniała w dole, w górze iskrzyła się dziewicza biel zimowa. Holmes wszelako — widziałem to dobrze — nie mógł na chwilę zapomnieć cienia, który go ścigał. W malowniczych wioskach alpejskich czy też w samotnych wąwozach górskich szybkie spojrzenia, jakie rzucał dokoła, bystry wzrok, jakim wpatrywał się w każdą twarz, która nas mijała, wykazywały, iż był przekonany, że gdziekolwiek poszlibyśmy, nie zdołamy uciec przed niebezpieczeństwem, ścigającem nas nieustannie.
Raz, pamiętam, gdyśmy, minąwszy Gemmi, szli brzegiem melancholijnego jeziora Dauben, wielki odłam skały oderwał się ze szczytu, stoczył się i runął, po za nami w toń jeziora. Holmes w jednej chwili popędził na szczyt i, stojąc na wierzchołku, wyciągał szyję w różne strony. Daremnie nasz przewodnik zapewniał go, że takie spadanie kamieni zdarzało się w tem miejscu bardzo często podczas wiosny. Mój przyjaciel nic nie odpowiedział