Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W takim razie nasz los dziś będzie rozstrzygnięty.
Oburzony wyzwaniem, odpowiedział Don Kiszot.
— Wprawdzie nie wiem, kto jesteś, rycerzu Srebrnego Księżyca, i nigdy o tobie nie słyszałem, ale do potyczki jestem gotów stanąć zaraz.
Obaj wybrali miejsce stosowne do walki. Ale że koń rycerza nieznajomego był o wiele silniejszy i zwinniejszy, aniżeli zesztywniały Rosynant, więc w pierwszem zaraz natarciu wierzchowiec rycerza z Manczy zwalił się z nóg i zrzucił swego jeźdźca na ziemię.
Rycerz Srebrnego Księżyca przytknął ostrze swego oszczepu do gardła przeciwnika i powiedział.
— Musisz śmierć ponieść, jeśli odmówisz spełnienia warunków, któreśmy przed walką zgodnie ułożyli.
— Chociażbym miał zaraz dech wyzionąć — odpowiedział Don Kiszot — ogłaszam, że Dulcynea najpiękniejszą jest kobietą na kuli ziemskiej. Zabij mię, kiedy mi odjąłeś sławę zwycięstwa.
— Nie mam tego zamiaru — rzekł rycerz księżycowy — niech żyje Dulcynea z Tobozo. Ale musisz się poddać drugiemu warunkowi i na rok zrzec się przygód rycerskich.