Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ponieważ Don Kiszot nie dał się obrabować dobrowolnie, więc nie obeszło się i bez tęgich guzów.
— Niewdzięcznicy! — krzyknął Don Kiszot, kiedy już złoczyńcy byli daleko — Jakąż mam naukę, żeby się z prostakami nie zadawać!
Ze smutkiem rycerz z giermkiem powędrowali w poblizkie góry, gdzie też znaleźli piękne miejsce na nocleg. Już nie chcieli zejść na ziemię, lecz spali na swoich wierzchowcach, aby być gotowemi na wszelki wypadek.
Jakież było zdumienie i rozpacz Sancza, gdy obudziwszy się nazajutrz, zobaczył, że kulbaka, na której siedzi, jest wsparta na czterech drągach, tkwiących w ziemi, a osła pod nim niema!
Z początku nie wiedział, co to znaczy, ale w końcu domyślił się, że tej podstępnej kradzieży dopuścił się jeden z uwolnionych wczoraj przestępców.
— Uspokój się, Sanczo — mówił Don Kiszot — zamiast zginionego osła, dam ci trzy najlepsze moje oślątka. Napiszę ci upoważnienie, z mocy którego moja gospodyni i moja siostrzenica wydadzą ci te oślęta. Pojedziesz po nie rychło, tylko pierwej jeszcze musisz ze mną wejść na tę wysoką górę.
Wszedłszy tam, znaleźli jakąś pustelnię