Strona:PL Don Kiszot z la Manczy (Kamiński).djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zaraz w pierwszem spotkaniu jeździec tak trzepnął pałaszem w ramię błędnego rycerza, że byłby mu je obciął, gdyby blaszany pancerz nie stępił uderzenia.
Zamiast tarczy, osłaniał się jeździec poduszką, którą do tego pojedynku pochwycił z karety. Ocaliło mu to życie, bo Don Kiszot wymierzył mu tak potężny raz w głowę, że mimo poduszki jeździec krwią się zalał i spadł z muła.
Na ten widok błędny rycerz zeskoczył z konia, oparł leżącemu szablę swoją na gardle i zawołał:
— Poddaj się, albo cię uśmiercę!
Powalonemu ciekła krew nosem i ustami, że nie mógł przemówić słowa. Wstawiła się za nim pani z karety.
— Piękna damo! — rzecze Don Kiszot. — Na twoje prośby daruję mu życie, ale musi przyrzec, że pójdzie do Tobozo, przedstawi się uroczej Dulcynei i odda się jej na łaskę i niełaskę.
Podróżna przyrzekła wszystko, czego domagał się rycerz; ale tymczasem giermek jego nie próżnował, i zaraz na początku rozprawy zaczął obdzierać z odzieży leżącego na ziemi nauczyciela. Dopiero ludzie, przy karecie będący, wdali się w to, obili Sanczę i uwolnili napastowanego, który, nie czekając dłużej, wsiadł na muła i popędził za swoim towarzyszem.