Strona:PL Diderot - To nie bajka.pdf/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— To, iż moja powiastka nie więcej dowodzi niż te, które cię znudziły.
— Cóż robić! gadaj i tak.
— Nie, nie; masz już dosyć.
— Czy wiesz, że, ze wszystkich sposobików, które mają dar doprowadzać mnie do wściekłości, twój jest mi najbardziej antypatyczny?
— Jakiżto jest ten mój?
— Dać się prosić o rzecz, do której się palisz. Więc dobrze, mój przyjacielu, proszę cię, błagam, abyś sobie zrobił tę przyjemność.
— Sobie przyjemność!
— Zaczynaj, na miły Bóg, zaczynaj.
— Postaram się być zwięzłym.
— To nie zaszkodzi.
Tutaj, nieco przez złośliwość, krząknąłem, splunąłem, rozwinąłem wolno chustkę, wysiąkałem nos, otworzyłem tabakierkę, zażyłem niuch tabaki; wśród tego, słyszałem, jak nieborak mruczał między zębami: „Jeśli powiastka jest krótka, przygotowania są długie...“ Miałem ochotę wołać jeszcze na służącego, pod pozorem jakiegoś zlecenia, ale poniechałem tego i rzekłem:

„Trzeba przyznać, że bywają mężczyźni bardzo zacni i kobiety bardzo niegodziwe!
— Ba! widuje się to codziennie, niekiedy zgoła nie wychodząc z domu. Cóż dalej?
— Dalej, znałem pewną Alzatkę, piękną, ale to tak piękną, iż starzy i młodzi stawali w osłupieniu na jej widok.