Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/368

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zaraz po odpłynięciu kapitana, cieśle przy pomocy osadników zajęli się ścinaniem drzewa na wystawienie miasteczka. Obraliśmy na ten cel wzgórze nad zatoką morską, stanowiącą wyborny port. Najprzód postanowiliśmy wybudować dwie kaplice: jednę dla katolików, to jest Hiszpanów i Brazylian, drugą dla Anglików; obliczyliśmy że dla pomieszczenia wszystkich rodzin potrzeba będzie 28 domów, gdyż zaprojektowano skojarzyć kilka małżeństw. Don Juan i Gonzales nie chcieli zamku opuszczać, im więc powierzono straż twierdzy i arsenału.
Brazylianie wzięli się do założenia plantacyj, kmiecie angielscy poobierali sobie pola, cieśle pracowali nad obrabianiem drzewa, krawcy przy pomocy kobiet szyli suknie i bieliznę; jedném słowem ruch nie zwykły ożywił wyspę przed dwudziestą laty bezludną.
Na początku maja przybył szczęśliwie wysłany okręt, przywożąc pastora anglikańskiego z żoną i córką, oraz sędziwego księdza katolickiego; z Hiszpanami przybyło trzynaście osób, a między temi pięciu mężczyzn do ich rodzin należących; nakoniec z Anglii przybyło trzech kmieci żonatych z dziećmi, czterech parobków, stelmach, stolarz, dwóch tkaczy, piwowar, ślusarz, rymarz, chirurg, kotlarz, garncarz i kilku innych rzemieślników lub kolonistów z rodzinami, tak że ludność cała wynosiła: Anglików obojéj płci 110, Hiszpanów 31, Brazylian 12 i Karaibów 8; czyli razem osób 161, z których pięć zostało w zamku, a reszta mieściła się w 49 domach miasta, nazwanego przez wyspiarzy dla uczczenia méj pamięci „Robintown.“
Pomimo zamiaru opuszczenia wyspy na wiosnę, zabawiłem jeszcze cały rok, pragnąc porozdzielać grunta i doprowa-