Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/364

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Krwawe ślady i trupy walające się po drodze, wskazywały pochód dzikich. W lasku znaleziono pięć ciał, w wielkim lesie jedenaście, na brzegu morskim cztery.
Gdy oddział Europejczyków dostał się na kraniec lasu dotykającego równiny, na któréj był obóz Karaibów, przykry widok ukazał się jego oczom. Ciała jedenastu dzikich leżały rozciągnięte bez życia, czterdziestu pięciu żyjących siedziało w krąg z zwieszonemi głowami wkoło wodza leżącego w pośrodku. Nieszczęśliwi ci od kilku dni znać nie jedli i oddawali się rozpaczy po stracie wodza.
Don Juan ulitował się nad niemi. Ustawiwszy swych ludzi w pogotowiu na przypadek zaczepki, dał ognia z pistoletu w powietrze.
Dzicy zadrżeli na odgłos wystrzału, lecz żaden nie pochwycił broni, owszem odrzucili ją daleko od siebie, na znak że walczyć nie myślą. Hiszpanie zbliżyli się ku nim, co widząc Karaibowie, popadali na twarz.
Naówczas Don Juan rozkazał zapytać ich co daléj zamyślą robić.
Oto odpowiedź dzikich:
— Potężne duchy, władające piorunami wydartemi bogowi Benamuki! zabiliście wodza, który więcéj nieprzyjaciół pożarł, niż nas tu przybyło na tę wyspę straszną: zabijcie nas i zjedzcie, bo wam się bronić nie będziemy, a przynajmniéj darujcie życie naszym żonom i dzieciom pozostałym w domu. Jeśli taka wasza wola, gotowi jesteśmy sami sobie odebrać życie.
Wówczas wódz Hiszpanów kazał ojcu Piętaszka powiedzieć że daruje im życie, a nawet pozwoli zabrać ranionych, jeżeli przysięgną że nigdy nie powrócą na tę wyspę. Gdy-