Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/332

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chwili obadwa spaliśmy jak zabici. Nad ranem zbudził nas bardzo bliski wystrzał działowy. Wybiegłem na strażnicę i ujrzałem kapitana płynącego ku brzegowi w szalupie; okręt zaś o parę set sążni od wyspy stał na kotwicy.
Włożywszy paradny mundur znaleziony na portugalskim okręcie, kapelusz i szpadę, wybiegłem naprzeciw kapitanowi, który właśnie na ląd wyszedł, a ujrzawszy mię, rzucił się na szyję i zaczął ściskać mówiąc:
— Zbawco mój! przyjacielu! oto twój okręt ze wszystkiém co się na nim znajduje.
— A więc przecież po czternastu latach wygnania ujrzę moją ojczyznę! Bóg zlitował się nademną i położył koniec długiéj pokucie. Myśl ta wycisnęła łzy z moich oczu, mimo starannego powstrzymania się, wybuchnąłem głośnym płaczem.
Gdym przyszedł do siebie, kapitan opowiedział mi szczegóły odzyskania okrętu.
— Przybliżywszy się do niego, rozkazałem Smithowi aby oznajmił straży, iż odszukawszy towarzyszy, przywozi ich z sobą. Ciemność nocy nie dozwoliła rozpoznać czacie, ilu i jakich ludzi przybywa; spuszczono drabinę, po któréj wdarliśmy się na pokład. W mgnieniu oka straż porwano i związano tak szybko, że żołnierz nie był w stanie wydać okrzyku. Na pokładzie ujrzałem cieślę okrętowego, najzagorzalszego z wichrzycieli; aby nie robić hałasu, zamiast strzelić przeszyłem mu pierś szpadą. Porucznik z czterema ludźmi zbiegł do kuchni, aby pochwycić kucharza, podżegacza téj sprawy, ja zaś z podróżnym i sześciu majtkami poskoczyłem do kajuty kapitana obranego przez buntowników. Drzwi były zwewnątrz zaparte: wysadziliśmy je. Na ten łoskot nędznik zerwał się