Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/321

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzi opatrzonych w broń i gotowych walczyć do upadłego, ponieważ znali surowość prawa orzekającego karę śmierci na wichrzycieli. Trzeba więc było jakiś podstęp wymyślić, ażeby opanować statek.
— Sądzę — rzekłem, — iż pozostali na okręcie nie mogąc się doczekać powrotu towarzyszy, wyszlą czółno, przedewszystkiém trzeba więc opanować szalupę, aby jéj uprowadzić nie mogli.
Wyruszyliśmy zatém zaroślami ku przystani. Jeden z majtków na straży zostawionych, zapuścił się w krzaki i właśnie zajmował się rwaniem bananów, kiedyśmy go z nienacka podeszli. Widząc wymierzone strzelby, poddał się bez oporu. Przywiązałem go do drzewa, zakneblowawszy mu usta, poczém śmiało poszliśmy ku szalupie. Trzeba było widzieć przestrach drugiego majtka, gdy nas ujrzał wychodzących z zarośli z bronią, a mianowicie gdy poznał kapitana; nie myśląc o obronie, rzucił się na twarz błagając litości.
Naówczas zabrawszy obu przestępców, zaprowadziłem ich do chatki Piętaszka, i tam mocno przywiązałem do słupów, poczém wróciłem na wybrzeże. Tymczasem kapitan z podróżnym oderwali parę desek z dna szalupy: wyciągnęliśmy ją z trudem na brzeg, do czego dopomógł nam Piętaszek z porucznikiem w téj chwili przybywający.
Po dokonaniu téj ciężkiéj pracy, zabrałem moich gości do zamku, gdzie wypoczęli i posilili się, ale jeszcześmy nie skończyli obiadu, kiedy wystrzał działowy dał się słyszeć z okrętu, widocznie dla przywołania szalupy. Po kwadransie zahuczał drugi, następnie trzeci i czwarty, lecz rzecz prosta, że wezwania tego nasi więźniowie nie mogli usłuchać.