Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/300

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szablą przecinam łyko krępujące go, i w téjże chwili wystrzałem powala dzikiego, który już maczugą miał mi zgruchotać głowę. Karaibowie bowiem widząc że mają z ludźmi do czynienia, opamiętali się z pierwszego przestrachu i pochwycili za broń. Odpłacając się za uratowanie życia, płatam na dwoje szablą łeb dzikiego, który jeńcowi chciał dzidą zadać cios śmiertelny. Lecz pięciu dzikich wpada na nas z wściekłością. Jeniec odpiera z trudem straszne cięcia, jakie mu olbrzymi Karaib uzbrojony ciężką drewnianą szablą zadaje. Pozostali czterej ufając sile swego towarzysza, pozostawiają mu Europejczyka, a sami rzucają się na mnie.
Ciężko byłbym przypłacił méj nierozwagi w zawczesném natarciu; ubiłem wprawdzie jednego wystrzałem z pistoletu, lecz to nie odstrasza trzech przeciwników, nacierających na mnie z okropnym wrzaskiem; już, już myślałem że zginę, gdy wtém Amigo rzuca się na najbliższego ludożercę, chwyta za gardziel i dusi. Wtém Piętaszek ujrzawszy w jakiém jestem niebezpieczeństwie, porywa łuk zostawiony na brzegu i ściele trupem drugiego przeciwnika. Ostatniemu przeszywam pierś szablą.
Tymczasem dziki powaliwszy europejskiego jeńca na ziemię, już mu miał odciąć głowę, kiedy ja uwolniony od wrogów nadbiegłem i rozpłatałem łeb Karaibowi.
Walka skończona.
Piętaszek z siekierą w ręku uwijał się między leżącymi, dobijając rannych. Zawołałem na niego:
— Piętaszku! daj im pokój, a siądź raczéj z nabitą strzelbą do łodzi i ścigaj uciekających, bo nam tu setki swych braci naprowadzą. Indyanin nie dał sobie tego dwa razy mó-