Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zacząłem to objaśniać Piętaszkowi; słuchał mię ze zdziwieniem i oburzeniem. Potém dałem mu poznać Boga chrześcian, Boga dobroci i miłości, Stworzyciela i Ojca najmiłosierniejszego. Mówiłem mu długo o niebie, o życiu wieczném, o nagrodzie dla poczciwych, o karze na występnych. O miłości ku Bogu i bliźniemu, i czci z jaką wielbić powinniśmy naszego dobrotliwego Pana.
Indyanin słuchał mię z największą uwagą, kiwając głową i wznosząc piękne oczy ku niebu. Widziałem że najbardziéj podobało się życie naszego Zbawiciela, jakotéż modły wprost do Stwórcy zanoszone; zachwycał go opis mądrości i potęgi Bożéj, a uderzała wszechmocność Stwórcy.
— Bóg twój Robinsonie — zawołał, — musi być daleko potężniejszy, bo jest wszędzie, słyszy wszystko i wszystko może: tymczasem Benamuki stary siedzi na górze, zamiast królować nad słońcem i nad gwiazdami, i o niczém nie wie, tylko o tém co mu Uwukaki powiedzą.
— Masz słuszność Piętaszku — odpowiedziałem mu, — potężniejszy jest od wszelkich istot, bo je sam stworzył.
W ten sposób szła daléj nauka religii; chodziliśmy razem do méj świątyni na wzgórzu i modlili wspólnie, a z czasem Piętaszek stał się wzorem chrześcianina. Dziękowałem Bogu że mi zesłał takiego towarzysza, a tęsknota od czasu przybycia chłopca prawie zupełnie ustała. Podczas trzechletniego pożycia nie mieliśmy najmniejszego nieporozumienia. W święta czytywałem Piętaszkowi Pismo Święte, i starałem się wytłumaczyć jego znaczenie, o ile moje wiadomości na to dozwalały. Częstokroć zadawał mi rozmaite pytania, na które dobrze chcąc odpowiedzieć, musiałem sam rozmyślać skut-