Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rok ten upłynął nam bardzo prędko i przyjemnie. Kiedy już mógł odpowiadać na moje pytania, prowadziliśmy gawędki zajmujące. Jednego dnia zacząłem go wypytywać o kraj rodzinny.
— To tam... tam daleko Piętaszka wyspa — odrzekł wskazując na południe, — a tam daléj druga, gdzie mieszkają jego nieprzyjaciele.
— Czy pokolenie do którego należysz, zwyciężyło kiedy wrogów?
— O tak, my bijemy bardzo dużo nieprzyjaciela, a on ucieka.
— Jeżeli się tak dobrze bijecie, dlaczegóż dałeś się złapać?
— Piętaszek i trzech zjedzonych byli daleko. Nieprzyjacioł wielka moc obskoczyła nas, tak dużo nie można bić, i już wszyscy w łodzi leżą związani.
— A czemuż wasi wojownicy nie przyszli wam na pomoc?
— Bo nas zaraz wsadzili do łodzi i tamtych zabili a Piętaszek uciekł.
— Czy wy także zabijacie i pożeracie niewolników?
— Tak, bracia Piętaszka jedzą... wszystkich jedzą tu na téj wyspie, bo w domu nie wolno.
— A ty czy byłeś tutaj kiedy z niemi?
— Piętaszek był tam daleko — rzekł wskazując na zachód.
— Czy łodzie wasze rozbijają się kiedy?