Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/273

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXXIV.
Wylądowanie Karaibów — uczta ludożerców — odważny jeniec — potyczka z dzikiemi — nowy towarzysz — Indyanin w europejskim stroju — strzelba bożyszczem — wyobrażenia Piętaszka pod względem smaku.

Upłynęło od tego czasu około dwóch miesięcy, gdy o świcie 15 maja ujrzałem z strażnicy pięć łodzi napełnionych dzikiemi, które przybiły do brzegu w miejscu zwykłego lądowania. Liczba tak wielka przeraziła mię: wiedziałem że na jednéj łodzi bywa sześciu do ośmiu dzikich, zdawało mi się więc zuchwalstwem napadać na tak wielką gromadę. Zamiast zatém uderzyć na nich, schroniłem się do zamku, a nabiwszy strzelby i falkonety świeżym podsypawszy prochem, gotowałem się do obrony.
Godzina jednak nadaremnego oczekiwania ubiegła, a nawet szmer najmniejszy nie dolatywał mych uszu, tego mi było za długo. Koniecznie chciałem wiedziéć co się dzieje w mém państwie. Wziąwszy więc strzelbę, wyruszyłem ostrożnie ku pagórkowi leżącemu na krańcu lasu, przytykającego do wybrzeża, na którém znajdowali się dzicy.
Przybywszy na miejsce, ukryty za drzewem, zacząłem przez perspektywę przypatrywać się Karaibom. Blisko trzydziestu trzymając się za ręce, tańczyło około wielkiego ogniska, wykonywając szczególniejsze miny i giesta. Wtém kilku innych wyprowadziło dwóch jeńców z czółna, ciągnąc ich