Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łem je wyrównywać dłutem i siekierą, poczém zacząłem kopać rów głęboki na cztery, a na siedm stóp szeroki, ale w tém zaskoczyły mię żniwa. Zbiór w tym roku wypadł bardzo pomyślnie, zebrałem kilkanaście kop zboża różnego, posługując się zamiast sierpa lub kosy, szablą.
Pałasz ten krzywy, muzułmański, wyostrzyłem na brusku z przeciwnéj strony, a przyczepiwszy do kija, używałem jak kosy; o ileż łatwiéj mi było ścinać nim zboże, aniżeli jak wprzódy nożem. Zboże zwiozłem na lawetach od falkonetu i ułożywszy we dwa wielkie brogi, nakryłem strzechą.
Całą zimę tegoroczną pracowałem nad wyrobieniem steru, wioseł i innych sprzętów do wyekwipowania czółna potrzebnych. Czytanie biblii urozmaicało mi tę smutną porę roku, a zawsze wynaleźć umiałem texty, umacniające mię w mém przedsięwzięciu.
Na początku wiosny dokończywszy kopania kanału, z wielkim trudem spuściłem statek na wodę. Nie jestem w stanie opisać radości doznanéj na widok czółna, lekko kołyszącego się na wodzie. Zamierzyłem sprobować żeglugi do lądu stałego, gdzie niezawodnie uda mi się napotkać okręty europejskie, a gdyby się to nie powiodło, przynajmniéj wyspę dokoła opłynąć.
W pośrodku łodzi umocowałem maszt nie wielki i uczepiłem żagiel trójgraniasty, nabrałem żywności, wina, naczynia z wodą, cztery muszkiety i jeden falkonet, aby na przypadek spotkania dzikich, mieć się czém bronić. Przykryłem część łodzi płótnem, chroniąc zapasy od deszczu. Nakoniec umieściwszy w tyle jéj parasol, wypłynąłem na morze dnia 14 stycznia 1668 roku, zapominając w pośpiechu zupełnie o pieniądzach.