Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łem że już kłosy dostałe zaczynają się wysypywać. Trzeba było wziąść się do żniwa, które téż w ciągu trzech tygodni ukończyłem, zebrawszy tym razem tak dużo zboża, że się z niego dwa ogromne brogi utworzyły.
Ażeby je wymłócić, potrzeba mi było klepiska, gdyż przy tak znacznéj ilości, niepodobna było wykruszać zboża jak poprzednio w palcach. Obrawszy więc stosowne miejsce obok groty, wyłożyłem je grubo gliną, nasypałem na wierzch kamyczków i żwiru, i udeptałem mocno. Po paru dniach od skwaru słonecznego wyschło doskonale, mogłem więc rozpocząć młóckę.
Po ukończeniu téj roboty, otrzymałem jak mi się zdawało około siedmiu korcy jęczmienia, byłto więc zapas dostateczny na zimę. Wkrótce potém spadły majowe deszcze: wpływ ich zbawienny na świeżo zasadzony gaj okazał się, gdyż drzewka okryły się prześliczną zielonością, i z małym wyjątkiem przyjęły się prawie wszystkie.
Ale w kłopotach moich zapomniałem zupełnie o nowym zasiewie, a tak trzeba było odłożyć go do przyszłego roku, bo odpowiednia pora minęła.
Po żniwach i wymłóceniu zboża, zabrałem się na nowo do sadzenia drzewek, gdyż gaik zdawał mi się być jeszcze za mały. Pracowałem nad tém aż do późnéj jesieni, zapominając zupełnie o przysposobieniu mięsa i tłuszczu do palenia na zimę. Do zbiórki drzewa także wziąłem się za późno, i z téj przyczyny bardzo niedostateczny zapas zebrałem.
Takto, gdy strach człowieka opanuje, a strwożony nie umie wziąść nad nim góry, wszystkie czynności idą na opak, nic się nie robi z planem, i ztąd potém powstaje tak wielki nieład, że sobie rady dać nie można. Doświadczyłem tego