Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czmienia. Im lepiej przyglądałem się, tém bardziéj byłem przekonany, że mię wzrok nie myli.

Przypadki Robinsona Kruzoe page 0127.jpg

Trudno wypowiedzieć pomięszanie jakie mię na ten widok ogarnęło. — Zboże europejskie tu? w tém miejscu? Co to być może?!.. zkąd się wzięło?
Jeżeliś pilnie zważał czytelniku, to zapewne nie uszło twej uwagi, że aż dotąd zupełnie zapomniałem o Bogu. Wzywałem Stwórcy kilkakrotnie... to prawda, lecz tylko w największéj trwodze, podczas burzy morskiéj, ale razem z przeminioném niebezpieczeństwem zapomniałem o najdobrotliwszym Ojcu. Na widok kłosów niewiadomo jak wyrosłych, uczułem niepojętą radość i w pierwszéj chwili byłem pewny że jako Bóg niegdyś cudownie żywił Eliasza proroka na pustyni, tak i mnie dzisiaj okazuje szczodrobliwe dowody swéj opatrzności.
Myśl ta wzruszyła mię niezmiernie. I czémże ja nędzny grzesznik zasłużyłem sobie, aby Bóg cuda dla mnie czynił, i już padłem na kolana podziękować za tę łaskę Wszechmoc-