Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cych sęków i zwieszonych lian[1] wdrapałem się na wysokość kilku sążni, a usiadłszy między dwiema dużemi gałęziami, przywiązałem się do nich moim wełnianym pasem i wkrótce zasnąłem.
Niewygodny to był nocleg — twarde gałęzie upychały mię tak nielitościwie, że co chwila musiałem się poprawiać. Nadto najmniejszy szmer budził mię i przejmował drżeniem. Mimo niezmiernego zmęczenia, spałem bardzo czujno i niespokojnie; a gdy słońce weszło, zerwałem się nadzwyczaj uradowany, że się przecie noc nieznośna skończyła.
Liczne ptaszęta wesołym śpiewem powitały rodzący się dzionek, gwar nie do opisania cały las napełnił, ale to wszystko nie zrobiło na mnie wrażenia. Cóż mi przyjdzie z pogody i śpiewu ptasząt, kiedy głód piekielnie dokucza. Wolałbym kawał chleba, aniżeli śpiew wszystkich całego świata słowików.

I cóż mi po tém, że się drzecie jak opętane, obrzydłe ptaki! Wam dobrze, boście się najadły do syta, wołałem z gniewem, a ja głodny i nieszczęśliwy, znieść waszego wrzasku nie mogę! O Boże, cóżem ci zrobił, że mię tak okrutnie karzesz. Czyż jestem złodziejem, podpalaczem, zbójcą, że znoszę takie męki, że mnie prześladujesz bez litości! Stokroć lepiéj że-

  1. Liany, są to rośliny pnące się tak jak powój i należą do rodziny Bignonia, albo Paulinia. Właściwa liana zowie się długoowocową (Bignonia aequinoctalis); rośnie dziko na wyspach Antylskich, a przerzucając się z drzewa na drzewo, tamuje przejście w lasach.