Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pytał mię, czylibym nie sprzedał mu szalupy i ile za nią żądam. „Statek to pięknie i dobrze zbudowany, dodał, i może mi być bardzo przydatnym;“ a kiedy wahałem się stanowić ceny, szlachetny Portugalczyk rzekł:
— Gdybym kazał umyślnie budować szalupę, musiałbym dać za nią przynajmniéj dwieście dukatów; bardzo będę kontent jeżeli mi ją odstąpisz za połowę téj kwoty; za muszkiety, kompas i resztę sprzętów ofiaruję ci dwadzieścia dukatów; mów, czy przystajesz?
Z wdzięcznością przyjąłem tę korzystną propozycyą.
— Cóż zamyślasz z tym młodym Maurem uczynić? Jest on twoją własnością, ale pożytku nie przyniesie ci wcale, a wyżywienie dużo kosztować będzie. Wiesz co, sprzedaj mi go, dam ci za niego pięćdziesiąt dukatów, czy zgoda?
Wzdrygnąłem się na tę myśl, ażebym bliźniego, a jeszcze towarzysza niedoli, miał jak bezrozumne bydle sprzedawać. Oświadczyłem to kapitanowi, który uznawszy zacność powodów moich, podał mi rękę i rzekł:
— A więc zapytaj go, czyby nie chciał wstąpić w mą służbę; ofiaruję mu zapłatę jako wolnemu człowiekowi, pod warunkiem jednakże, że zostanie katolikiem.
Powiedziałem Xuremu po arabsku, to samo co mi tłumacz mówił po angielsku. Poczciwy chłopiec przystał na propozycyą kapitana, ale rozpłakał się na myśl rozstania ze mną. Uznał jednakże, że inaczéj być nie może i oświadczył, że przyjmie wyznanie chrześciańskie.
Żal mi go było szczerze, pokochałem Xurego jak brata i rozstanie nasze było nadzwyczaj przykrém.
W cztéry tygodnie po spotkaniu się z Portugalczykiem, przy bardzo pomyślnym wietrze dostaliśmy się do wybrzeży