Strona:PL Daniel Defoe - Przypadki Robinsona Kruzoe.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ojca. Biédny staruszek pochwalił mię, mówiąc, iż z radością przekonywa się, że mi dawne głupstwa wywietrzały z głowy. Mówił to w chwili kiedy najczarniejszą gotowałem mu niewdzięczność. Przez cały dzień byłem roztargniony. W nocy spać nie mogłem, bojąc się uchybić naznaczonego terminu. Ciemno jeszcze było gdy porwałem się na nogi, ubierając spiesznie. W całym domu cichuteńko jak makiem zasiał. Rodzice i domownicy spali. Lękając się obudzić stróża, nie przez bramę, ale przez parkan wydostałem się na ulicę.
Serce mi biło z bojaźni, to żeby ojciec się nie obudził, to żebym kogo znajomego nie spotkał, albo wreszcie nie spóźnił się do portu. A chociaż wyrzuty sumienia dręczyły mię bardzo i rodzice stali ciągle na oczach, nie zważałem na to i biegłem tém prędzéj, aby raz dostawszy się na okręt, przeciąć sobie drogę do powrotu.
Wiliam niecierpliwie przechadzał się po brzegu i poznawszy mię zdaleka krzyknął:
— Ha, idziesz przecie; myślałem że się rozżalisz, rozbeczysz i zostaniesz przy matusi. No! siadaj prędzéj, bo tam ojciec musi niecierpliwić się i kląć szkaradnie, że nas dotąd nie ma.
Wskoczyłem do łodzi.

Silném pchnięciem wioseł majtkowie odbili od brzegu, a ranny odpływ morza[1] ułatwiał nam przeprawę. Łódź

  1. W ciągu 24 godzin morze dwa razy płynie ku brzegom i dwa razy odpływa. Każda przemiana taka trwa przez sześć godzin. Zjawisko to zowie się przypływem i odpływem morza i pochodzi od siły przyciągającéj księżyca.